Skoro istnieją odtwarzacze muzyki mp3 i mobilna telefonia, dlaczego nie miałyby powstać czytniki przeznaczone do lektury "elektronicznych" książek?
Skoro urządzenia tego typu produkują Amerykanie, Japończycy i Chińczycy, dlaczego nie mieliby ich opracować Polacy?
Skoro Kolporter stworzył BiblioNETkę, dlaczego nie miałby zaoferować również jakiegoś sprzętu do czytania książek (nie tylko dla użytkowników BiblioNETki)?
Skoro powiedziało się "a", należy powiedzieć "b"...
Właśnie!
Tę wiadomość podaję za blogiem Pawła Wimmera - będziemy mieli (?) pierwszy polski czytnik ebooków. Nazywać się będzie eClicto, zostanie on wyposażony w ekran 6-calowy, pojawi się jesienią 2009 r., po nim pojawi się wersja z wyświetlaczem 10-calowym (wersja przeznaczona do czytania gazet?). Urządzenie ma obsługiwać różne typy plików (*ePub, *pdf), a jego pamięć można będzie powiększyć za pomocą kart SD. Niestety na razie nie przewidziano subskrypcji blogów i w ogóle łączenia się z Internetem. Brak jak na razie dokładniejszych informacji nt. dostępnych w ramach podstawowego oprogramowania słowników, możliwości robienia adnotacji na marginesach czytanych książek oraz opcji słuchania muzyki).
Ogólnie rzecz biorąc jest to dobra wiadomość. Źle natomiast, że eClicto ma kosztować ponad tysiąc złotych. Wiadomo - każda nowa technologia musi na początku kosztować... Jednak za takie pieniądze można kupić sprawdzone urządzenia z importu (Sony Reader, palmtopy, netbooki). Pomysł jednak jest dobry.
Być może już w niedalekiej przyszłości będziemy czytać prasę tylko za pomocą tego typu czytników (świadczyłaby o tym fala bankructw gazet na świecie i malejące nakłady istniejących). Cyfrowa dystrybucja sprawdziła się w przypadku muzyki i gier - jasne jest, że sprawdzi się w przypadku wydawnictw.

2 komentarz(e):
Pomysł jest doskonały, ale cena zaporowa. Jeżeli jedna z sieci telefonii komórkowej oferuje w dodatku do usługi blueconnect notebooka za złotówkę to czytnik ebooków wydaje się urządzeniem dla wyjątkowych miłośników nowości. Oczywiście szefowie telefonii komórkowej odbiją sobie w abonamencie, ale mimo wszystko wydać jednorazowo tysiąc złotych za gadżet tylko czytający teksty, a płacić po 50 zł miesięcznie za urządzenie, które nie tylko czyta, ale łączy się z internetem i obsługuje inne programy to jest różnica.
Co do przyszłości papierowych nośników tekstu, masz rację. To się wcześniej czy później stanie. Trochę szkoda, bo co wtedy z książką jako artefaktem sztuki i bibliofilami? Chyba jednak pewnych rozwiązań nie unikniemy.
Wydaje mi się że nie ma Pan doświadczenia w czytaniu książek z komputera. Jeśli nie jest się cyborgiem to niestety nie da się rady regularnie tego robić. Można oślepnąć albo nabawić się migreny. Natomiast e-czytniki są w tej mierze jak książki. Nie męczą oczu. Lub robią t w sposób nie większy od papieru. Ot w tym szczególe właśnie cały sens wydania 1000 zł na taki jak to Pan określił gadżet
Prześlij komentarz