W Literaturze Greków i Rzymian (1999) Zygmunt Kubiak zamieścił, poprzedzone krótkim esejem, własne tłumaczenie II księgi Rozmyślań Marka Aureliusza, inne od znanego mi przekładu Mariana Reitera (Warszawa 184):
Kiedy czwarty cesarz z rzymskiej dynastii Antoninów, Antoninus Pius, umierał w roku 161 po Chrystusie i oficer gwardii pałacowej pytał, jakie ma być hasło przy zmienianiu warty, podał: aequanimitas, "równowaga ducha." Odwrócił się na łóżku do ściany i zdawało się, że cicho zasnął. Po nim objął władzę piąty Antonin, Marek Aureliusz, urodzony w 121 po Chr., cesarz do roku 180. Konny jego posąg, brąz antyczny, niegdyś był przy Lateranie, aż go Michał Anioł postawił na przekształconym Kapitolu, gdzie cesarz trwał do naszych czasów. Adam Mickiewicz widział w nim przeciwieństwo petersburskiego pomnika Piotra Wielkiego, "cara odlanego w kształcie wielkoluda."
Nie w tej postawie świeci w starym Rzymie
Kochanek ludów, ów Marek Aureli,
Który tym naprzód rozsławił swe imię,
Że wygnał szpiegów i donosicieli.
Aż go zabrano, zagrożonego aura tylu wieków, do muzeum i miłośnicy Rzymu zastanawiali się, czy kiedykolwiek wróci na opustoszały plac, choćby w kopii. Tak właśnie, w zbroi, a łagodny, pozdrawiający lud wyciągniętą reką, wjeżdżał nieraz do miasta Rzymu. I wrócił niedawno temu, w kopii przynajmniej.W namiocie zaś cesarskim czy bastionie na tej czy innej zagrożonej granicy państwa, jak na przykład w Karnuntum, mieście celtyckim w górnej Panonii, które Rzymianie zrobili jedną z wojskowych stacji obrony strefy Dunaju (Marek wojował tam z Markomanami w latach 170-174), odbywał z oficerami narady wojenne, a niekiedy, odprawiwszy ich w nocy, mógł w ciszy, przy lampie oliwnej, zapisywać swoje myśli. Notował je po grecku. Oprócz listów, przeważnie po łacinie, do preceptora z lat młodości, retora Frontona, przechował się dla potomności spory zbiór owych greckich notatek. Najprawdopodobniej odnaleziono je dopiero po zgonie cesarza i skopiowano do dwunastu ksiąg, bez pracy, jakbyśmy dziś powiedzieli, redakcyjnej, co byż może utrudnia niekiedy czytanie ich i rozumienie, lecz upewnia nas też o tym, iż słyszymy tu żywy głos Marka. On to wszystko notował nie dla nas, lecz dla siebie, aby pamiętać, czego w tej czy innej chwili ma się szczególnie trzymać. Pocieszał się także, podtrzymywał na duchu. Słusznie więc zbiór nazwano Ta eis heauton i należałoby ten tytuł zachować: Do siebie samego, a nie pospolitował szczerozłotej książeczki napisem: Rozmyślania. Ona dlatego jest taka, jaka jest, dlatego to jest taki głos, jedyny, nie do naśladowania, że on sam do siebie mówi, opiera głowę na ręce, dotyka rozpalonego czoła. A zaraz rano będzie urzędować albo na koniu wizytować oddziały wojska. Właśnie dlatego ta książeczka przez tysiąclecia nie przemawia, lecz mówi, szepcze. Do niezliczonych ludzi, czy władcą kto jest, czy posiadaczem jednego zagonu.
Dodajmy tylko, że cesarz podtrzymuje się wielką filozofią stoicką. Studiuje ją pilnie. Znany mu jest stary stoicyzm założyciela, Zenona, i dokonane przez Panajtiosa (ok. 185-109 przed Chr.), też nauczającego w Atenach, wzbogacenie stoicyzmu pojęciami Platońskimi i Arystotelesowskimi. Wiele waży dla niego doktryna ucznia Panajtiosowego, Posejdoniosa (ok. 135 - ok. 50 przed Chr.) z Apamei nad Orontesem, objeżdżającego - w swoich badaniach przyrody i społeczeństwa - świat śródziemnomorski, bez pominięcia Rzymu, gdzie słucha jego wykładów Cycero i gdzie grecki filozof staje się zarazem historykiem. Rzymskie imperium zaczął on pojmować jako formę, w której różne ludy mogą osiągnąć egzystencję choć trochę podobną do epoki pierwotnej, kiedy, jak wierzył, rządzili nimi mędrcy i nie było przegrody między światem ludzi a sferą Boga, źródłem praw moralnych. Napisał rozległą, zawierającą pięćdziesiąt dwie księgi Historię, z której zostały niestety ubogie tylko strzępy. Przedstawiała ona wydarzenia śródziemnomorskie do pory dyktatorskiej władzy Sulli (około roku 80 przed Chr.), a zaczynała opowieść od połowy II wieku przed Chrystusem, od epoki, na której się kończy (zaczęta pierwszą wojną punicką około połowy III wieku przed Chr.). Historia, na szczęście w niemałej mierze zachowana, wcześniejszego greckiego dziejopisarza kształtującego się rzymskiego imperium, Polibiusza (Polybios, ok. 200 - po 118 przed Chr.), jednego z Achajczyków, których po bitwie pod Pydną (168 przed Chr.) deportowano do Rzymu. Tu nauczył się on trzeźwego podziwu dla tego państwa i będzie jego treść i rolę badał zimno i żarliwie, przeważnie nie sprzeniewierzając się własnemu aforyzmowi (1, 14, 6): "Prawda jest dla historii tym, czym wzrok dla żywych istot."
Badania te i rozważania podjął w notatkach, w skąpej ciszy swoich nocy, cesarz Marek Aureliusz.
Konny pomnik Marka Aurelego na placu na Kapitolu.
Marek Aureliusz Do samego siebie
Powiedzieć sobie z rana: dziś spotkam się z kimś wścibskim, kimś niewdzięcznym, pysznym, podstępnym, złośliwym, niespołecznym. Wszystkie te cechy przydarzyły się im z powodu niewiedzy o dobru i złu.
Ja zaś, skoro poznałem naturę dobra, że jest piękne, i zła, że jest haniebne, jak też naturę winowajcy, że jest moim krewnym, nie przez tę samą krew czy nasienie, lecz przez uczestnictwo w umyśle i posiadanie cząstki boskości, ani nie mogę doznać szkody od kogokolwiek z nich, żaden bowiem nie uwikła mnie w to, co haniebne, ani też nie mogę gniewać się na krewnego czy nienawidzić go. Urodziliśmy się bowiem do współpracy, jak nogi, jak ręce, jak powieki, jak rzędy zębów górnych i dolnych. Działanie więc przeciw sobie nawzajem jest wbrew naturze, a czymże jest gniew i odwracanie się, jeśli nie takim właśnie działaniem?
Oto czym jestem: trochę ciała, trochę tchnienia i moc kierująca. Porzuć książki. Nie daj się uwodzić. Nie wolno. Lecz, jakbyś już umierał, wzgardź ciałem. Brudna to jeno ciecz i kostki, i plątawisko ścięgien, żył, arterii. Popatrz też, tchnienie jakie jest: powietrze, i nawet nie to samo stale, lecz w każdej chwili wydychane i znowu wciągane. A po trzecie, moc kierująca. Zastanów się więc. Stary już jesteś. Więcej nie pozwalaj, żeby była zniewolona albo by sznurki samolubstwa tak i tak manewrowały nią jak kukiełką, ani by niezadowolona była z obecnej doli czy też wzdragała się przed tą, jaka ma nadejść.
Wszystko, co od bogów, jest pełne. Od Opatrzności, a co od trafu, nie jest oddzielone od przyrody, przędzie się razem i splata ze sprawami urządzanymi przez Opatrzność. Stamtąd wszystko płynie. A jest ponadto konieczność i to, co pożyteczne dla całego wszechświata, którego jesteś cząstką. Dobre jest dla każdej cząstki, co przynosi natura całości i co służy zachowaniu tej natury. Zachowują zaś wszechświat przemiany zarówno pierwiastków, jak i ciał z nich złożonych. Zasady te niech ci wystarczą, byleby były przekonaniami. A książek nie łaknij, abyś nie umierał szemrząc, lecz pogodnie, szczerze, wdzięczny serdecznie bogom.
Przypomnij sobie, od jak dawna to odraczasz i ile razy bogowie podsuwali ci sposobność, z której dotąd nie skorzystałeś. Powinieneś wreszcie dostrzec, jakiego wszechświata jesteś cząstką i jakiemu Rządcy wszechświata zawdzięczasz swój początek. I rozumieć, że jest ci wyznaczona miara czasu, której jeśli nie użyjesz do rozjaśnienia nieba nad sobą, ona przeminie i ty przeminiesz, a nigdy już nie powróci.
W każdej chwili statecznie, jako Rzymianin i jako mężczyzna, staraj się, żebyś, co masz właśnie pod ręką, załatwiał z pilną i prostą godnością, czule, swobodnie i sprawiedliwie, odsunąwszy wszystkie inne myśli. Zdołasz je odsunąć, jeśli będziesz wykonywał każdą pracę, tak, jakby była już ostatnia, uwolniony od wszelkiej lekkomyślności i namiętnego buntu przeciw nakazom rozumu, od wszelkiego udawania i samolubstwa, i niezadowolenia z wyznaczonej ci miary. Widzisz, jak nieliczne są te zasady, których trzymając się można mieć życie spokojne i bogów godne. Bo i bogowie niczego więcej nie zażądają od kogoś, co tych zasad przestrzega.
Znieważaj, znieważaj sama siebie, duszo! A nie będziesz już miała czasu, żeby siebie uczcić. Dla nikogo życie nie jest za krótkie. Ale to twoje już niemal upłynęło, a nadal nie szanujesz siebie, lecz pokładasz szczęście w duszach innych.
Rozpraszają cię rzeczy, jakie na ciebie spadają z zewnątrz? Znajdź wolną chwilę na nauczenie się czegoś dobrego, a przestań się szamotać. Lecz nie daj się też znosić innym prądem. Szaleją i ci, którzy się w życiu zamęczają pracą, a nie mają przed sobą celu, do którego zmierzałby każdy ich ruch, inaczej mówiąc: wszystkie ich myśli.
Trudno znaleźć kogoś, kto by stał si? nieszczęśliwy przez to, że nie bada, co się dzieje w duszy innego. Ale ci, którzy nie śledzą poruszeń własnej duszy, muszą być nieszczęśliwi.
O tym zawsze trzeba pamiętać, jaka jest natura całości i jaka jest moja natura, i jak ta się ma do tamtej, i jakiego rodzaju jest częścią jakiego rodzaju całości. I o tym, że nikt ci nie przeszkadza w robieniu i mówieniu zawsze rzeczy zgodnych z przyrodą, której częścią jesteś.
Teofrast, porównując występki, jak je można porównywać według ich podziałów ogólnie przyjętych, filozoficznie powiada, że dokonane z pożądania są cięższe od popełnionych w gniewie. Kto bowiem gniewa się, zdaje się z jakimś bólem i skrytym oporem odwracać od rozumu. Kto zaś grzeszy z pożądania, pokonany pragnieniem przyjemności, wydaje się bardziej rozwiązły i rozmiękczony w swoich występkach. Słusznie więc i filozoficznie rzekł Teofrast, że występek popełniony dla przyjemności zasługuje na cięższe potępienie niż popełniony z bólem. W ogóle można powiedzieć, że w drugim wypadku to jest tak, iż kogoś najpierw skrzywdzono i wtedy przez ból zmuszono do gniewu. W pierwszym zaś wypadku ktoś sam rzuca się ku złemu postępkowi wskutek pożądania.
Skoro jest możliwe, że właśnie w tej chwili odejdziesz z życia, dostosuj do tego każdy czyn i słowo, i myśl. Być oderwanym od ludzi, to wcale nie jest straszne, jeśli bogowie istnieją, oni bowiem nie uwikłają cię w nic złego. A jeśli ich nie ma albo jeśli nie dbają o ludzkie sprawy, to po cóż miałbym żyć we wszechświecie wyzutym z bogów albo wyzutym z Opatrzności? Ale oni przecież istnieją i troszczą się o rzeczy ludzkie, i sprawili, że całkowicie od człowieka to zależy, czy nie wpadnie on w prawdziwe nieszczęścia. Gdyby jeszcze poza tym istniało jakieś zło, zadbaliby bogowie, żeby uniknięcie go było w mocy każdego człowieka. Co zaś nie robi człowieka gorszym, jakżeby to robiło gorszym ludzkie życie? Natura wszechświata nie mogłaby takich spraw przeoczyć ani przez niewiedzę, ani przez to, że nawet mając wiedzę nie umiałaby się przed złymi rzeczami zabezpieczyć ani naprawić ich. Nie można też sobie wyobrazić, żeby przez niedostatek mocy albo zręczności zrobiła tak wielką pomyłkę, by dobre i złe rzeczy bezładnie przydarzały się ludziom dobrym i złym bez różnicy. Śmierć jednak i życie, sława i niesława, ból i przyjemność, bogactwo i bieda, wszystko to na pewno przypada jednako ludziom dobrym i złym, nie czyniąc ich ani lepszymi, ani gorszymi. Nie są to więc ani dobre rzeczy, ani złe.
Jak prędko wszystko znika, we wszechświecie same ciała, w czasie wspomnienie o nich; jaka jest natura wszystkich rzeczy dostrzeganych zmysłami, zwłaszcza tych, które wabią nas przyjemnością albo trwożą bólem, albo są niesione dymem rozgłosu; jak marne one są i godne wzgardy, jak brudne i znikome, i martwe - to wszystko powinna ocenić moc myślowa. A także - kim są ci, których opinie i głosy dają sławę. I co to jest umrzeć; jeśli ktoś przypatrzy się samej śmierci i podziałem myślowym oderwie od niej wyobrażenia, jakimi ją oblepiono, uzna, że nie jest ona niczym innym, jak przejawem działania przyrody; kto zaś boi się działania przyrody, ten jeszcze nie dorósł; jest to zresztą nie tylko przejaw działania przyrody, lecz coś pożytecznego dla niej. A także to powinna moc myślowa pojąć, jak człowiek dotyka bóstwa, jaką swoją częścią, a nade wszystko jak owa część powinna być do tego przygotowana.
Nic biedniejszego od człowieka, który wszystko dokoła obchodzi i nawet bada, jak powiada poeta, "to, co pod ziemią," i ze znaków docieka, co się dzieje w duszach bliźnich, a nie pojmuje, że wystarczy zważać na tego dajmona, jaki jest wewnątrz niego samego, i służyć mu rzetelnie. Służba zaś dajmonowi polega na pilnowaniu, żeby był wolny od namiętności i lekkomyślności, i od niechęci do tego, co przychodzi od bogów i ludzi. Co od bogów, to czcigodne ze względu na ich cnotę, co zaś od ludzi, to jest miłe z powodu naszego pokrewieństwa z nimi, a nieraz w jakiś sposób budzi litość ową niewiedzą ludzką o dobru i złu, która jest kalectwem nie mniejszym od tego, jakie nie pozwala rozróżniać białego od czarnego.
Choćbyś miał żyć lat trzy tysiące i tyleż razy po dziesięć tysięcy lat, pamiętaj, że nikt nie traci życia innego niż to, którym żyje, ani nie żyje życiem innym niż to, jakie właśnie traci. Najdłuższe więc i najkrótsze wychodzą na to samo. Obecna pora jest dla wszystkich równa, więc i co ginie, jest równe. Chwilką tylko okazuje się to, co się traci. Nikt nie może tracić ani przeszłości, ani przyszłości. Czego bowiem nie masz, jakżeby to było można tobie zabrać? O dwojgu trzeba pamiętać. Po pierwsze o tym, że od wieczności wszystko podobnie się dzieje i bez końca się powtarza, więc nie ma różnicy czy ktoś będzie patrzał na te same rzeczy przez sto czy dwieście lat, czy przez nas nieskończony. A po drugie o tym, że kto żyje najdłużej i kto najwcześniej ma umrzeć, tracą po równi. Obecna bowiem chwila jest tym jedynym, czego masz być pozbawiony. Przecie tylko to jedno posiadasz, a nie możesz utracić tego, czego nie posiadasz.
"Że wszystko jest mniemaniem". Oczywiste jest, co powiedziano do Monimosa cynika, i oczywisty jest pożytek, jaki można z tego wyciągnąć, jeśli zgoda na to nie przekracza granic prawdy.
Poniża sama siebie ludzka dusza najbardziej wtedy, gdy w takiej mierze, w jakiej to od niej zawisło, staje się jakby wrzodem albo guzem na wszechświecie; niezadowolenie bowiem z tego, co się dzieje, jest odstępstwem od powszechnej natury, która w jakiej swojej części zawiera naturę każdego innego bytu. Następnie wtedy, gdy się odwraca z niechęcią od jakiegokolwiek człowieka albo zwraca się ku niemu, by wyrządzić szkodę; a tak się dzieje w gniewie. Po trzecie poniża siebie dusza, gdy daje się pokonać przyjemności albo bólowi. Po czwarte, kiedy jest obłudna, kiedy udaje i coś czyni albo mówi nieszczerze. Po piąte, kiedy pracy swojej i woli nie kieruje ku żadnemu przedmiotowi, lecz wszystko robi na oślep, bezładnie, chociaż powinno się i najdrobniejsze sprawy odnosić do celu, a celem istot rozumnych jest stosowanie się do zasad i praw najstarszego z państw i rządów.
Czas ludzkiego życia? Punkcik. Jego treść? Płynna. Spostrzeganie? Niejasne. Kompozycja całego ciała? Łatwo gnijąca. Dusza? Wir. Traf? Trudno go zbadać. Sława? Rzecz niepewna. Żeby to krótko ująć: wszystkie sprawy ciała - rzeka; wszystkie sprawy duszy - sen i dym; życie - wojna i przystanek w cudzym kraju; wspomnienie pośmiertne - zapomnienie. Co więc może być ostoją? Tylko jedno: filozofia. Ona zaś polega na bronieniu swojego wewnętrznego dajmona przed zniewagą i szkodą, na pielęgnowaniu go jako górującego nad przyjemnością i bólem, żeby nic nie czynił ani nierozważnie, ani fałszywie i obłudnie, i nigdy nie potrzebował, by ktoś inny coś zrobił albo czegoś nie zrobił. I żeby zdarzenia, wszystko, co mu przypadnie, przyjmował jako przychodzące stamtąd, skąd i on sam przyszedł. A nade wszystko, by w spokoju myśli nie bał się śmierci, nie będącej niczym innym, jak tylko rozprzężeniem pierwiastków, z których składa się każda żywa istota. Jeśli samym pierwiastkom niestraszne to jest, iż nieustannie jeden w drugi się zmienia, dlaczegóż miałaby budzić trwogę przemiana i rozprzężenie ich wszystkich? To jest według natury. A nic nie jest złe, co według natury.
w Karnuntum
tłum. Z. Kubiak