Kilka fragmentów o kolekcjonerstwie i organizacji przestrzeni wewnętrznej w XIX wieku. „Kolekcjonerstwem intelektualnym” określa się wersję historii, uprawianą przez samego Benjamina, co stawia jego zapiski w specyficznej sytuacji. Wnętrza mieszkalne Benjamin postrzega poprzez ich XIX-wieczny eklektyzm, sztuczny i dziki przepych, tyleż reprezentacyjny co maskujący prawdę o ich właścicielu. Wnętrze mieszczańskie interpretuje jako przestrzeń stopniowo się kurczącą, wypychającą mieszczanina na ulicę oraz alienującą człowieka (poprzez przedmioty codziennego użytku): Koniec końców rzeczy są tylko manekinami, a nawet wielkie momenty w dziejach świata to jedynie kostiumy, pod którymi wymieniają one porozumiewawcze spojrzenia z nicością, lichotą i banałem. Taki nihilizm jest samym rdzeniem mieszczańskiej przytulności; to stan ducha, który w haszyszowym oszołomieniu zagęszcza się w sataniczną rozkosz, sataniczną wiedzę, sataniczny spokój i właśnie w ten sposób pokazuje, do jakiego stopnia ówczesne wnętrze mieszkalne samo stanowi bodziec do oszołomienia i marzenia sennego (s. 246). Trafnie powiedziane, zwłaszcza w kontekscie powieści francuskiej drugiej połowy stulecia.
O kolekcjonerze
W kolekcjonerstwie rozstrzygające znaczenie ma fakt, że obiekt zostaje uwolniony od wszystkich swoich pierwotnych funkcji i wchodzi w możliwie najściślejsze związki z obiektami sobie podobnymi. Jest to diametralne przeciwieństwo użytkowości, mieszczące się w osobliwej kategorii kompletności. Czymże jest ta „kompletność”. Otóż jest pełną rozmachu próbą przezwyciężenia całkowitej irracjonalności nagiego bytu obiektu poprzez włączenie go w historycznie nowy, specjalnie ukształtowany system – kolekcję. A dla prawdziwego kolekcjonera każda poszczególna rzecz staje się w tym systemie encyklopedią wszelkiej wiedzy o epoce, krajobrazie, przemyśle, właścicielu, od których ona pochodzi. Najgłębszą fascynacją kolekcjonera jest wpisywanie konkretnej rzeczy w magiczny krąg, w którym konkret ów zastyga, właśnie w chwili gdy wstrząsa nim jeszcze ostatni dreszcz (wywołany faktem jego nabycia). Wszystko, co było przedmiotem wspomnień, rozmyślań, świadomości, staje się cokołem, ramą, postumentem, piedestałem, puzdrem dla zamknięcia dóbr kolekcjonera. Nie trzeba sądzić, że właśnie kolekcjonerowi obcy jest topos hyperouránios [miejsce nadniebne], w którym według Platona bytują niezmienne prawzorce rzeczy. Zatraca się on, rzecz jasna. Ma jednak w sobie dość siły, by znów uczepić sie jakiejś słomki, i oto z morza mgieł otaczających jego umysł wyłania się, jak wyspa, nowo zdobyty przedmiot. – Kolekcjonerstwo to forma praktycznej pamięci i najbardziej chyba przekonująca spośród świeckich manifestacji „bliskości”. Każdy, najdrobniejszy bodaj akt politycznej refleksji ma zatem w handlu antykwarycznym znaczenie poniekąd epokowe. Konstruujemy tutaj budzik zdolny wytrącić ze snu zeszłowieczny kicz i wezwać go „na zbiórkę”.
„Posiadać” i „mieć” to pojęcia ze sfery dotyku, stojącej w niejakiej sprzeczności ze sferą wzrokową. Kolekcjonerzy to ludzie z rozwiniętym instynktem dotyku. Skądinąd w ostatnich czasach wraz z odwrotem od naturalizmu skończył się prymat wzrokowości, dominującej w ubiegłym stuleciu. Flâneur – wzrokowiec, kolekcjoner – dotykowiec.
P o z y t w n a figura, będąca przeciwieństwem, a zarazem wypełnieniem i udoskonaleniem postaci kolekcjonera, skoro uwalnia on rzeczy od imperatywu użyteczności, wyłania się z takich oto słów Marksa: „Własność prywatna zrobiła z nas ludzi tak głupich i bezczynnych, że przedmiot jest n a s z dopiero wówczas, gdy go u ż y w a m y”. Karol Marks, Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. [przeł. K. Jażdżewski i T. Zabłudowski, przekład lekko zmodyfikowany]; oryg. Der historische Materialismus. Die Frühschrifen, pod red. Landshuta i Mayera, Leipzig (1932), I, s. 299 (Nationalökonomie Und Philosophie).
Zapiski o charakterze raptularza mają w sobie coś z umysłowości kolekcjonera i flâneura.
Kolekcjonowanie jest prawzorem studiowania: student zbiera wiedzę.
Analizując „testament” jako rodzaj literacki, Huizinga tak pisze o stosunku człowieka średniowiecznego do swojego dobytku: „Jest to utrwalona forma literacka. Można ją jednak pojąć tylko wtedy, gdy pamięta się, że ludzie Średniowiecza zwykli istotnie przekazywać szczegółowo w testamencie najmniejsze drobiazgi [!] stanowiące ich własność. Pewna uboga kobiecina zapisał swej parafii świąteczny strój i czepiec, chrześcijaninowi łóżko, opiekunce futro, codzienne ubranie biednym, a minorytom – cztery funty tournois [tureńskie], które stanowiły cały jej majątek, wraz z resztą ubrania i z nakryciem głowy. (Champion, Villon, II, s. 182). Czyż nie jest to po prostu trywialne uzewnętrznienie tej samej dążności myślowej, która każdy okaz cnotliwości traktowała jako wieczyste exemplum, każdy obyczaj jako przejaw boskiego porządku?” J. Huizinga, Jesień średniowiecza [przeł. T. Brzostowski]; oryg. Herbst des Mittelalters, München 1928, s. 346. W tym nader interesującym fragmencie uderza nas przede wszystkim to, że podobna postawa wobec dóbr ruchomych prawdopodobnie nie byłaby już możliwa w dobie standaryzacji produkcji masowej. Stąd niedaleko już bodaj do pytania, czy formy argumentacji, na które wskazuje autor, ba, nawet pewne formy myślenia scholastycznego w ogóle (powoływanie się na tradycyjne autorytety) nie są aby związane z formami produkcji? Kolekcjoner, w oczach którego rzeczy zwiększają swą wartość dzięki jego wiedzy o ich początkach i trwaniu w historii, wyrabia sobie wobec nich podobną postawę, dziś wyglądającą archaicznie.
Zwierzęta (ptaki, mrówki), dzieci i starcy jako zbieracze.
Pewien twórczy bałagan jest kanonem zarówno mémoire involontaire [pamięci bezwiednej], jak i kolekcjonera. „A życie moje było już na tyle długie, że mogłem niejedną z tych istot, jakie mi ofiarowywało, znaleźć w moich wspomnieniach, w rejonach przeciwstawnych i kompletować ją inną istotą. […] Podobnie amator sztuki, kiedy mu pokazują skrzydło tryptyku ołtarza, przypomina sobie, w jakim kościele, w którym muzeum, w czyjej kolekcji są rozproszone pozostałe części (tak samo, jak przeglądając katalogi licytacji lub chodząc po antykwariuszach, znajduje w końcu przedmiot bliźniaczy przedmiotu, który posiada, stanowiącym z nim parę); potrafi zrekonstruować w swej głowie predelę, cały ołtarz”. Marcel Proust, Czas odnaleziony; oryg. Le temps retrouvé, Paris, II, s. 158. Natomiast memoire volontaire [pamięć świadoma] to rejestr, opatrujący przedmiot numerem porządkowym, za którym ów znika. „A więc tyle; skończyło się”. („To było naprawdę piękne przeżycie”). Pozostaje jeszcze zbadać, jakiego rodzaju związek zachodzi między stanem rozproszenia rekwizytów alegorycznej łataniny a tym twórczym nieporządkiem.
W. Benjamin, Zapiski i materiały - H: [Kolekcjoner], w: Pasaże, Kraków 2006, s. 230-240.
O wnętrzu mieszkalnym
„W 1830 roku romantyzm triumfował w literaturze. Wdarł się do architektury i fasady domów okleił fantazyjnym gotykiem, aż nazbyt często z kartonu powlekanego gipsem. Rozpanoszył się w meblarstwie. „Raptem – donosi sprawozdawca z wystawy w 1834 roku – wszyscy zapałali entuzjazmem dla mebli o dziwacznych kształtach: wyciągano je ze starych zamków, z zakurzonych lamusów i składów starzyzny, aby dekorować nimi nowoczesne skądinąd salony […]”. Posłużyły one za natchnienie fabrykantom, bez umiaru ozdabiającym swe meble „gotyckimi łukami i machikułami”; widywało się u łoża i szafy najeżone blankami, jak fortece z XIII wieku”. E. Lavasseur, loc. cit. (Histoire des classes ouvrières et de l’industrie en France de 1789 à 1870, Paris 1904), II, s. 206-207.
Celna uwaga u Behnego à propos szafy w stylu szlacheckim: „Mebel najwyraźniej rozwinął się z budowli”. Dalej przyrównuje szafę do „średniowiecznej fortecy. Podobnie jak jej mury, wały i fosy coraz szerszymi pierścieniami otaczają niewielką przestrzeń mieszkalną, tworząc wokół niej potężną zewnętrzną obudowę, tak aż tutaj zawartość szuflad i schowków przygnieciona jest potężną budowlą zewnętrzną”. Adolf Behne, Neues Wohnen, neues Bauen, Leipzig 1927, s. 59, 61-62.
Hessel mówi o „rozmarzonej epoce złego smaku”. Tak, owa epoka była bez reszty zorientowana na senne marzenia, meblowała się podług nich. Ciągłe przemiany stylu – gotycki, perski, renesansowy itd. – oznaczają, że wnętrze mieszczańskiej jadalni przedzierzga się w paradny salon Cezara Borgii, z buduaru pani domu wyrasta gotycka kaplica, a gabinet gospodarza przemienia się w opalizującą komnatę perskiego szejka. Fotomontaże, w jakich utrwalono dla nas te obrazy, odzwierciedlają formę najpierwotniejszych form percepcji tych pokoleń. Jedynie stopniowo obrazy, pośród których ta forma bytowała, wyzwoliły się i jako figury reklamowe trafiły na inseraty, etykiety i afisze.
Mieszczański basza w fantazji współczesnych: Eugeniusz Sue. Posiadał zamek w Sologne. Trzymał w nim rzekomo swój harem złożony z kolorowych kobiet. Po jego śmierci powstała legenda, że otruli go jezuici.
Maurice Barrès powiedział o Prouście: „perski poeta w stróżówce”. Czy mógł być kimś innym ten, który jako pierwszy przeniknął zagadkę wnętrza mieszalnego w poprzednim stuleciu? (Cytat w: Jacques-Émile Blanche, Mes modèles, Paris 1929.
„Jeśli idzie o umeblowanie w guście Baudelaire’owskim, niewątpliwie charakterystycznym dla jego czasów, niechże będzie ono pouczeniem dla dam ostatniego dwudziestolecia, nie dopuszczających wszak w swych „rezydencjach” najmniejszych uchybień wobec smaku. Otóż w związku z tzw. czystością stylu, o którą zabiegały z takim wysiłkiem, niech pomyślą tylko, ze można było być największym i najbardziej wyrafinowanym artystą wśród pisarzy i odmalować łoża z ruchomymi „kotarami” […], hole podobne do cieplarń […], łóżka pełne subtelnych woni, otomany przepastne jak grobowce, etażerki pełne kwiatów, lampy płonące jedynie przez krótki czas […], tak że potem miało się tylko światło z żaru na kominku”. Marcel Proust, Chroniques, Paris (1927), s. 224-225 (opuszczono jedynie cytaty). Te uwagi są ważne, gdyż pozwalają antynomię stwierdzoną w związku z muzeami i zabudową miejską rozciągnąć również na wnętrze mieszkalne; chodzi o przeciwstawienie nowego stylu potężnej, mistyczno-nihilistyczej ekspresji tego, co przekazane tradycją, „przestarzałe”. Zresztą nie tylko powyższy ustęp, ale i całe dzieło Prousta (por. jego renfermé [„zaduch”] wyraźnie pokazuje, po której stronie tej alternatywy by się opowiedział.
Dlaczego, spoglądając w czyjeś okna, zawsze widzimy rodzinę przy posiłku albo człowieka przy stole, pod wiszącą lampą, pochłoniętego czymś zagadkowo nieistotnym? Takie spojrzenie jest zalążkiem całej twórczości Kafki.
„Wewnętrzność to historyczne więzienie prehistorycznej istoty ludzkiej”. Wiesengrund-Adorno, Kierkegaard, Tübingen 1933, s. 68.
W recenzji z powieści Eugeniusza Sue O Żydzie wiecznym tułaczu, krytykowanej z wielu powodów, m. in. oszczerstw pod adresem jezuitów i gigantycznej liczbie pojawiających się i znikających postaci, czytamy: „Powieść to nie miejsce, przez które się przechodzi; to miejsce, w którym się mieszka”. Paulin Limayrac, Du Roman actuel et de nos romanciers („Revue des deux mondes”, XI, Paris 1845. 3, s. 951.
Trudność związana z refleksją na temat zamieszkiwania wynika z tego, że z jednej strony trzeba widzieć w nim pierwiastek prastary, może odwieczny – obraz przebywania człowieka w łonie matki; z drugiej, abstrahując od tego niebywale archaicznego motywu, mieszkanie, w jego formie skrajnej, musimy pojmować jako emblemat sytuacji egzystencjalnej XIX wieku. Praformą wszelkiego zamieszkiwania jest bytowanie nie w domu, lecz w powłoce. Nosi ona piętno swego lokatora. Mieszkanie w formie skrajnej staje się powłoką. XIX stulecie, jak żadne inne, miało bzika na punkcie mieszkania. Pojmowało ono mieszkanie jako futerał na człowieka i opatulało go, razem ze wszystkimi jego przynależnościami, tak szczelnie, że nasuwało to na myśl wnętrze puzderka na cyrkle, w którym przybór ten zarazem ze swymi częściami zamiennymi spoczywa w głębiach, wyściełanych najczęściej fioletowym aksamitem wydrążeniach. Dla czegóż to XIX wiek nie wynalazł futerałów! Istniały one dla zegarków kieszonkowych, pantofli, kubków na jajka, termometrów, kart do gry; a jeśli nie futerały, to pokrowce, chodniki, narzuty i kapy. Wiek XX ze swą porowatością, przezroczystością, z predylekcją do naturalnego światła i wolnego powietrza położył kres mieszkaniu w dawnym sensie. Pokoikom dla lalek w mieszkaniach architekta Solnessa przeciwstawiają się „siedziby dla istot ludzkich”. Najsilniejszy cios formule „skorupy” zadała art nouveau. Dziś jest już ona martwa, mieszkanie się skurczyło: dla żywych – do hotelowego pokoju, dla umarłych – do krematorium.
Mieszkanie Alphonse’a Karra: Mieszka zupełnie inaczej niż wszyscy, obecnie na szóstym czy siódmym piętrze przy rue Vivienne; rue Vivienne; rue Vivienne i artysta! Jego pokój jest wytapetowany na czarno, szyby w oknach są fioletowe bądź matowobiałe. Nie ma ani stołu, ani krzeseł (no, może jedno dla jakiegoś całkiem nadzwyczajnego gościa), sypia na kanapie i w ubraniu, jak mnie zapewniano. Żyje na sposób turecki, na poduszkach, pisze na parkiecie […]. Ściany obwieszone są starociami […] chińskie wazy, trupie główki, florety, fajki walają się po wszystkich kątach. Za służącego ma Mulata, którego od stóp do głów ubiera w szkarłat”. Jules Lecomte, Les lettres de Van Engelgom, éd. Almeras, Paris 1925, s. 63-64.
E. R. Curtius cytuje następujący fragment z Petits Bourgeois Balzaca: „Rozpasana i wstrętna spekulacja, z roku na rok redukująca wysokość pięter, upychająca całe mieszkanie na powierzchni ongiś zajmowanej przez salon, wydająca wojnę na śmierć i życie ogrodom – nieuchronnie będzie mieć wpływ na paryskie zwyczaje. Niedługo będziemy zmuszeni więcej przebywać poza domem niż w domu”. Ernst Robert Curtius, Balzac, Bonn 1923, s. 28. Rosnące – z wielu powodów – znaczenie ulic.
„Blaski zachodu, przesiane przez piękne tkaniny albo rzeźbione wysokie okna podzielone ołowiem na małe kwatery, barwią bogato sale jadalną i salon. Meble są ogromne, niezwykłe, dziwaczne; jak subtelne dusze – zbrojne w zamki i skrytki. Zwierciadła, brązy, tkaniny, srebra, fajanse grają oczom tajemnicza i niemą symfonię”. Charles, Baudelaire, Paryski spleen (Zaproszenie do podróży) [przeł. R. Engelking]; oryg. Le spleen de Paris (red. R. Simon), Paris, s. 27.
Baudelaire we wstępie, jakim opatrzył swój artykuł Philosophie de l’amebleuent w „Magasin des familles” z października 1852 roku: „czy jest ktoś wśród nas, kto podczas długich godzin lenistwa nie odczuwał słodkiej przyjemności, konstruując sobie w myślach mieszkanie modelowe, siedzibę idealną, ‘marzycielnię’?”. Charles Baudelaire, Œuvres complètes, wyd. Crépet, Histoires grotesques et sérieuses par Poe, Paris 1937, s. 304.
W. Benjamin, Zapiski i materiały - I: [Wnętrze mieszkalne], w: Pasaże, Kraków 2006, s. 240-259.