poniedziałek, 30 kwietnia 2007

Don Juan, Don Kichot i Hamlet

Czytając wybór szkiców Jerzego Żuławskiego – kiedyś bardzo popularnego poety i prozaika, autora trylogii Na srebrnym globie, a dziś twórcy zapomnianego – natrafiłem na przedziwny utwór. Nosi on tytuł Jak Don Kichot pogodził Hamleta z Don Juanem i pochodzi z roku 1906. Łączy on konwencje tzw. „rozmowy zmarłych” i opowiadania z elementami eseju. Utwór ten jest bardzo ciekawym przykładem prekursorskiego wobec literatury nazywanej postmodernistyczną, deziluzyjnego traktowania fikcji literackiej, świadomego obnażania jej konwencjonalności. Historycy literatury polskiej przykładów takich rozwiązań narracyjnych upatrują zazwyczaj w prozie Witkacego, Schulza, Gombrowicza. Tymczasem twórcy młodopolscy uważani za poważnych, potrafili się też bawić literaturą, co uświadamia nam Żuławski i to na wiele lat przed wymienionymi autorami.

W tym oryginalnym utworze Don Kichot, Hamlet i Don Juan (nie jest jasne czy Byronowski, czy może jednak Molièrowski) jadą konno do Saragossy na turniej rycerski potykać się o cześć niewiast, a następnie wziąć udział w wyprawie wojsk krzyżowych do Ziemi Świętej. W drodze umilają sobie czas rozmową. Don Juan, miłośnik przyjemności życia i kobiet z właściwą mu pewnością siebie, oświadcza, że po wysłuchaniu opowieści o nim, uważa Hamleta za człowieka słabego. Królewic duński sprowokowany odpiera jego zarzuty, snując swą gorzką opowieść o Ofelii: kochał ją, i jednocześnie dręczył, szukając w niej ideału. Przyczyną jego zabiegów była chęć zaspokojenia pragnienia, by Ofelia objawiła mu się taką, jaka jest naprawdę. Oświadczyny Rosenkrantza potraktował jedynie jako pretekst, by z nią zerwać. Odsłania też przed swymi słuchaczami przyczynę swojej niezdolności do działania politycznego – była nią miłość do ideału.

W tej opowieści parodia powieści rycerskiej miesza się z pastiszem dialogu filozoficznego. Gra literacka, jaką prowadzi Żuławski z czytelnikiem wyprzedza eksperymenty Jorge Luisa Borgesa z fikcją powieściową. Cóż mamy bowiem w Jak Don Kichot pogodził Hamleta z Don Juanem? Postacie literackie wyjęte z klasycznych dzieł literatury światowej i ukazane bardzo ludzko, na sposób uwspółcześniony. Pomieszanie ról wewnątrz tekstowych i zewnątrz tekstowych: Don Juan czytał historię Hamleta i rozmawia z nim osobiście, by u źródła dowiedzieć się gdzie leży prawda (czy to oznacza, że w świecie przedstawionym tego utworu Hamlet mógłby przeczytać o niesławnych wyczynach Don Juana?). Przerzucanie się od groteski i absurdu do ironii, obnażające konwencjonalność tych kategorii estetycznych, demistyfikuje je z premedytacją. Nieodmiennie ma się wrażenie, że w tym tekście toczy się jakaś gra z szacownym mitem literatury – Don Kichot, Hamlet i Don Juan uosabiają trzy postawy życiowe, ale też trzy uniwersalne wzorce męskiego stosunku do kobiet…

Żuławski komponując fikcyjną „rozmowę zmarłych” (którzy wcale nie są zmarli!), w duchu antycznego i oświeceniowego wzorca gatunkowego, porusza się całkowicie w ramach – pełniącej deziluzyjne funkcje – fikcji literackiej, za pomocą której zmierza do odkrycia prawdy (sensu, znaczenia) dramatu Szekspira. Ciekawa sprawa, że Bolesław Miciński w Podróżach do piekieł - swoim eseistycznym opus magnum zastosuje podobny chwyt – mieszając porządek rzeczywisty z fikcyjnym i każąc postaciom literackim, wywodzącym się z arcydzieł literatury światowej działać na jednym planie razem ze słynnymi filozofami, jak Kant. Czy Miciński czytał Żuławskiego? Czy wzorował się na jakichś innych utworach – np. z literatur obcych? Jeśli tak, to na jakich? A może wyjaśnienie tej zbieżności jest zupełnie inne?

niedziela, 29 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 19: Odstępstwa i błędy rozumowania - W.K. Wimsatt i Cleanth Brooks

Wykład dziewiętnasty o zagadnieniach teoretycznych, jakimi zajmowali się przedstawiliele Nowej Krytyki (New Criticism): Wimsatt i Cleanth Brooks.

sobota, 28 kwietnia 2007

„Pasaże” Waltera Benjamina

Dotarły do mnie zamówione jakiś czas temu Pasaże Waltera Benjamina. Dawno zakup książki nie wprawił mnie w tak dobry nastrój. Oglądam sobie to olbrzymie dzieło (blisko 1200 stron!) i nie mogę wyjść z podziwu. Najpierw nad ogromem pracy tłumacza (Ireneusz Kania) i wydawcy (korektę tekstu przeprowadziło w sumie sześć pań korektorek). Trzeba pochwalić "Wydawnictwo Literackie" za wydanie w 2006 r. tego niezmiernie ważnego dla współczesnej humanistyki tekstu.

Pasaże to tekst, który zdążył stać się legendą. Jego historia jest niezwykła. Walter Benjamin pisał je przez trzynaście lat z przerwami, między rokiem 1927 a 1940, w którym to roku popełnił samobójstwo na emigracji po wygnaniu z hitlerowskich Niemiec. Świat dowiedział się o jego istnieniu w 1950 r., gdy poinformował o jego istnieniu Theodor W. Adorno, przyjaciel Benjamina.

W 1940 r. Benjamin tuż przed ucieczką z Paryża przekazał rękopisy tekstów wchodzących w skład Pasaży Georgesowi Bataille, który pracował w czasie okupacji w Bibliothèque Nationale. Bataille ukrył manuskrypty zapakowane w teczki w bibliotece, a następnie umieścił je w swoim paryskim mieszkaniu. W grudniu 1945 r. przekazał je Pierre’owi Missac, znajomemu Benjamina i jego siostry. Rękopisy trafiły w ręce spadkobierców i wydawało się, że to koniec tej historii.

W lipcu 1981 r. Giorgio Agamben, wybitny włoski filozof, prowadząc poszukiwania biblioteczne tekstów Bataille’a, odnalazł (dzięki wskazówkom zawartym w jednym z listów Bataille’a) zagubioną resztę zaginionej spuścizny Benjamina w Bibliothèque Nationale, z istnienia której nikt sobie nie zdawał sprawy. Odnalezione fragmenty skompilowano z opracowanymi wcześniej i wydano łącznie. Polski przekład bazuje na tym niemieckim wydaniu z 1982 r.

Polska edycja Pasaży, wydana w jednym woluminie – co oceniam jako pomysł znakomity, ponieważ wywołujący mimowolne skojarzenia obcowania z Księgą mityczną – zawiera siedem tekstów autora Ulicy jednokierunkowej:

1. Pasaże (1927)
2. Pierwsze zapiski. Paryskie pasaże I (1929)
3. Paryskie pasaże II (1928 lub 1929)
4. Pierścień Saturna albo nieco o konstrukcjach żelaznych (1928 lub 1929)
5. Zapiski i materiały (1928-1929, 1934-1940)
6. Paryż, stolica XIX (1935)
7. Paryż, stolica XIX wieku (1939)

Układ tomu nie ma jednak charakteru chronologicznego. Na początku umieszono Exposés, po nich zapiski i materiały, nie zapomniano też o materiałach pominiętych, świadectwach dzieła, czyli listach rzucających dodatkowe światło na tekst Pasaży. Całość obudowano wprowadzeniem dr Rolfa Tiedmanna, badacza spuścizny Benjamina, notą edytorską jego autorstwa, posłowiem Zygmunta Baumana i bibliografią. Zadbano o techniczną stronę publikacji, oznaczając miejsca niemożliwe do odczytania (z powodu niewyraźnego pisma Benjamina), podając odsyłacze do źródeł, graficzne rozróżnienia cytatów i refleksji samego autora, fragmenty wykreślone ręką autora (w formie zmniejszonego druku) i wiele innych ułatwień. Niezbędne minimum zawartości tomu skonsultowano z Tiedmannem. Chciałoby się powiedzieć: z taką starannością powinna być wydawana każda książka.


Ułatwienia, które wyliczałem wydają się oczywiste, jednak w przypadku Pasaży, mają szczególne znaczenie, gdyż nie jest to tekst do czytania, lecz do studiowania. Jego niezwykłość polega na przyjętych założeniach autora. Pasaże zaprojektowane zostały jako synteza życia kulturalnego, artystycznego, ekonomicznego XIX wiecznego Paryża. Tragiczna śmierć Benjamina przerwała ten zamysł, czyniąc z utworu na zawsze dzieło otwarte. Niemożliwe jest streszczenie tego go, ani „opowiedzenie o czym on jest”. Hipoteza Adorna mówiła o szokowym zamiarze oddziałania na odbiorcę postawionego wobec ogromu cytatów (bowiem cytaty stanowią pokaźną część ocalałych zapisków), tworzących konstrukcję historii. Historia i jej niezwykła, mimetyczna - jak ją nazywał Benjamin - koncepcja, pokrewna technice kolażu, stoi właśnie w centrum tego niezwykłego palimpsestu.

Obserwacje, wyimki, notatki, refleksje i komentarze, aforyzmy, fragmenty, eseje i inne gatunki składają się na strukturę Pasaży. Ustalenie, co oznacza ta niepokojąca całość stanowi nie lada wyzwanie dla filologów i filozofów, nie wspominając o zwykłych czytelnikach. Benjaminowski montaż heterogenicznych elementów podniesiony do zasady konstrukcyjnej niesie nie tylko pewną wiedzę o XIX stuleciu, które tak interesowało autora, ale i nowe rozwiązania starych zagadnień filozoficznych, wśród których znajduje się problem materializmu historycznego i sposobów jego przezwyciężenia. Pasaże to wspaniały nieukończony literacko-historyczny labirynt, będący próbą dotarcia do sensu historii, ujętą w niezwykłą formę filozoficznego „komentarza do rzeczywistości”.

piątek, 27 kwietnia 2007

Reportaż z Portu Wrocław

Wydanie "Czytelni" (TVP Kultura) z 25.04.2007, poświęcone w całości wydarzeniom Portu Wrocław. Wywiady m. in. z Jackiem Gutorowem, Piotrem Sommerem i Andrzejem Sosnowskim, omówienia ksiązek prezentowanych na festiwalu, plus poeci czytający swoje wiersze. Warto zobaczyć. Czas trwania: 26:54.

czwartek, 26 kwietnia 2007

Index Translationum

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jakie książki są najczęściej tłumaczonymi na świecie? W skali globalnej zebranie odpowiednich danych i opracowanie ich do poziomu bibliografii wydaje się niewykonalne. A jednak jest to możliwe, dzięki UNESCO, które prowadzi wykaz najczęściej tłumaczonych utworów z zakresu literatury pięknej, nauk społecznych i humanistycznych, nauk ścisłych, sztuki, historii, i innych dziedzin.

"Index Translationum" jest kumulatywnym (kolejne pozycje są sukcesywnie dodawane) indeksem tłumaczeń prowadzonym w oparciu o statystyki sporządzane przez biblioteki narodowe (a dokładnie jednostki wyspecjalizowane w sporządzaniu wszelkiego rodzaju zestawień bibliograficznych przy bibliotekach narodowych) w ponad stu państwach świata. Dane te spływają do biblioteki UNESCO w Paryżu i są następnie publikowane w formie indeksu.

Historia tego użytecznego pomysłu sięga 1927 r. i Ligi Narodów (nie było wtedy jeszcze ONZ). W tym roku minie więc 80 rocznica utworzenia IT. Stronę tego projektu znaleźć można tutaj. Indeks posiada wyszukiwarkę, możliwe są zatem zapytania o konkretne dzieła lub autorów. Serwis oferuje także bibliografie – autorów, narodową i specyficznych problemów, tematyczną – tutaj. Jest tam np. bibliografia literatury polskiej tłumaczonej na angielski – tutaj.

Statystyki "Index Translationum" zawierają mnóstwo ciekawych danych pod warunkiem jednak, że umie się czytać statystyki. Ujęto je w kilka kategorii „problemowych”, aktualizowanych raz do roku (poniżej dane z lutego 2007):

Evolution of translations in a given country
Publishers for a given country
Evolution of publishers for a given country
Evolution in time for each target language
Evolution in time for each orginal language

"TOP 50" Authors
"TOP 50" Countries
"TOP 50" Target languages
"TOP 50" Original languages
"TOP 10" Authors translated in a given country
"TOP 10" Authors translated for a given original language
"TOP 10" Publishers publishing translations in a given country
"TOP 10" Countries publishing translations from a given original language
"TOP 10" Countries publishing translations to a given target language
"TOP 10" Languages translated to a given target language
"TOP 10" Languages translated in a given country
Expert modeBibliographic search

Najciekawsze wydają się zestawienia typu „top 50”:

- autorzy:

1. Walt Disney (literatura dla dzieci),

2. Agatha Christie, autorka powieści kryminalnych

3. Juliusz Verne – pisarz nr 1 mojego dzieciństwa – dziękuję państwu, bardzo mi miło,

4. W. Lenin – tak, tak… moi drodzy, to nie pomyłka,

5. E. Blyton – właśnie poznałem nową autorkę…,


6. W. Shakespeare – przegrał z Enid Blyton, autorką książek dla dzieci, aż się nie chce wierzyć…

Poza tym, na liście spośród pisarzy tworzących ambitniejszą literaturę, znaleźli się kolejno: H. Ch. Andersen, J. i W. Grimm, M. Twain, I. Asimov – najczęściej tłumaczony twórca literatury SF, G. Simenon – autor kryminałów, A. Dumas, A. Conan-Doyle, J. London, F. Dostojewski, L. Tołstoj – dwaj nierozłączni klasycy lit. ros., razem nawet na "Index Translationum", R. L. Stevenson, C. Dickens, O. Wilde – trzech pisarzy angielskich, E. Hemingway – najwyżej sklasyfikowany Amerykanin, H. Hesse, H. Balzac, J. R. R. Tolkien, E. A. Poe, Platon – najwyżej sklasyfikowany autor starożytny, F. Kafka, R. Kipling, A. Czechov.

- kraje:

1. Niemcy,

2. Hiszpania,

3. Francja,

Polska na 7 miejscu w świecie,

- docelowy język tłumaczenia:

pierwsza trójka j.w.,

język polski na 10 miejscu, tuż za rosyjskim i przed włoskim,

- według języka oryginału:

1. angielski (angielski współczesną łaciną),

2. francuski,

3. niemiecki,

polski na 13 miejscu – niestety za - wydawałoby się marginalnym duńskim, czeskim i szwedzkim),

Prowizoryczne wnioski (pewnie macie swoje obserwacje…): dominuje literatura i autorzy utworów dla dzieci (lektury szkolne!) oraz autorzy „czytadeł” (powieść kryminalna, przygodowa, science-fiction).

Romanse i książki o miłości zdają się mieć nie tak wielką popularność, jak można było oczekiwać (najwyżej sklasyfikowano D. Steele).

Najczęściej tłumaczona autorka na jęz. pol. - Lucy Maud Montgomery przed A. Christie.

Lista najczęściej tłumaczonych pisarzy polskich, czyli co eksportujemy:

1. S. Lem (528 przekładów)

2. H. Sienkiewicz (364)

3. C. Miłosz (179)

4. J. Korczak (174)

5. W. Gombrowicz (143)

6. S. Mrożek (140)

7. R. Kapuściński (136)

8. J. Chmielewska (119)

9. Jan Paweł II (112)

10. B. Prus (79)

środa, 25 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 18: Status poezji - I.A. Richards i J.C. Ransom

Wykład osiemnasty o koncepcjach poezji Ivora Richardsa i J. C. Ransoma.

wtorek, 24 kwietnia 2007

Nieoczekiwane skojarzenie

Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: Niechaj się stanie światłość! I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy. A potem Bóg rzekł: Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich! Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień drugi. A potem Bóg rzekł: Niechaj zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce i niech się ukaże powierzchnia sucha! A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. Bóg widząc, że były dobre, rzekł: Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są nasiona. I stało się tak. Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień trzeci. A potem Bóg rzekł: Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią. I stało się tak. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień czwarty. Potem Bóg rzekł: Niechaj się zaroją wody od roju istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba! Tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju. Bóg widząc, że były dobre, pobłogosławił je tymi słowami: Bądźcie płodne i mnóżcie się, abyście zapełniały wody morskie, a ptactwo niechaj się rozmnaża na ziemi. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień piąty. Potem Bóg rzekł: Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów! I stało się tak. Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre. A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi! Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi. I rzekł Bóg: Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona. I stało się tak. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień szósty.

(Ks. Rodzaju 1:1-31, Biblia Tysiąclecia)

Gustave Courbet „Pochodzenie świata” („Origine du Monde” 1886-71), Musée d’Orsay.

poniedziałek, 23 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 17: Funkcje krytyki - M. Arnold i T.S. Eliot

Wykład siedemnasty o koncepcjach krytyki Matthewa Arnolda i T.S. Eliota.

niedziela, 22 kwietnia 2007

Nowy Jork

Lubię porównywać teksty różnych autorów poruszające ten sam temat. Odsłania się w nich odmienność wizji i spojrzenia poszczególnych twórców. Motyw podróży do Ameryki i próba opisu Nowego Świata ma długą tradycję w literaturach europejskich, a także w polskiej (Sienkiewicz, Miłosz, i in.). Czegóż to nie znajdujemy u Wojciecha Karpińskiego? Zapis „włóczęgi” po Big Apple i dwa możliwe jej warianty, szczegóły topografii, obserwacje obyczajowe ale i refleksje o sztuce, rozważania o kulturze masowej… Mimo wysiłku, wędrówka ta kończy się podwójną klęską – niemożności zrozumienia miasta towarzyszy niemożność jego opisania.

Kiedy przyjeżdżałem z Princetown, nagle wyrastała oddzielona tylko Hudsonem najwspanialsza sylweta Manhattanu. W nocnej iluminacji wzrok czasem wyjawiał zielono podświetloną wieżycę Empire State Building, czasem zwieńczenie Chryslera, przypominające rzeźbę art déco, czasem smukłe kolumny World Trade Center. Kiedy przyjeżdżałem z Yale, mijałem dno miasta – puste oczodoły Bronxu. Trudno wyobrazić sobie całe kwartały domów zupełnie zdewastowanych. Tędy przeszła wojna – wojna społeczna. Wybite szyby, zasmarowane kulfonami ściany. W tych dzielnicach nikt nie chce mieszkać. Przejeżdżaliśmy z zakręconymi szybami i zabezpieczonymi zamkami drzwi. Druga część Bronxu, Riverdale, to inna skrajność Nowego Jorku. Tonące w zieleni brzegi Hudsonu, idealna cisza, jeden olbrzymi park, a w nim rezydencje tak obszerne, że dzisiaj niemożliwe do utrzymania nawet dla najbogatszych.

Nowy Jork gra kontrastami. Gotowe formuły okazują się niewystarczające. Od hałasu Piątej Avenue można się chronić do pałacyku na rogu Siedemdziesiątej ulicy. Frick Collection obejmuje zaledwie kilka sal, ale wiszą tam same arcydzieła. Kto nie chce oglądać obrazów, może posiedzieć w pełnym storczyków ogrodzie zimowym. Jeszcze mocniejszy przeskok: latem wsiąść w zatłoczone metro na Times Square, gdzie pot oblepia, hałas otępia, a nachalna brzydota dusi. Po dwudziestu minutach znaleźć się w Cloisters. Zieleń, cisza. Park i muzeum ofiarowane miastu przez Rockefellera. Nad Hudsonem wznosi się średniowieczny klasztor. Romańskie i gotyckie fragmenty przywiezione głównie z południowej Francji i Hiszpanii. Co najdziwniejsze, tworzą wspaniałą całość, doskonałe muzeum sztuki średniowiecznej. W prowansalskim wirydarzu nowojorski upał staje się na moment znośniejszy.

Ostre zmiany nadają rytm miastu. Piąta Avenue toczy się od Washington Square, pełnego studentów, artystów, dziwaków, narkomanów, tętni później hurtowym handlem, rytm staje się dostojniejszy, wielkie domy towarowe, luksusowe sklepy, biura linii lotniczych, rytm jeszcze bardziej wyszukany, naprzeciw Central Parku najbardziej eleganckie hotele, pałace i wieżowce z najwspanialszymi apartamentami, na dachach wiszące ogrody, koło muzeum Guggenheima jakby załamanie, rytm się przyspiesza, budynki mniej okazałe, coraz bardziej zaniedbane, aż wreszcie aleja wpada w dzielnicę murzyńską, ginie w Harlemie. Można zrobić krótszą jeszcze podróż w poprzek miasta Czterdziesta Drugą ulicą. Od odbijającego się w wodzie drapacza Narodów Zjednoczonych, ultranowoczesną siedzibę Fundacji Forda, dworzec ze skomplikowanym splotem rzeźb na frontonie, a nad nim wyrastający aerodynamiczny budynek Pan Am stojący na osi Park Avenue. Skarby rękopisów w Bibliotece Publicznej przy skrzyżowaniu z Piątą Avenue. I zaraz Times Square, zalew filmów pornograficznych, smętnie wymyślnych, sklepy z tanimi gadgetami, kalkulatory i zegarki z Honkongu czy Korei. Wreszcie zapuszczone domy mieszkalne i doki nad Hudsonem. Tuż obok centrum music halli. I Czterdziesta Siódma ulica, siedziba handlu diamentami. Na przestrzeni stu metrów co najmniej kilkadziesiąt sklepów jubilerskich. Między nimi wciśnięta najlepsza księgarnia Nowego Jorku, Gotham Book Shop. Na ścianach zdjęcia wybitnych pisarzy z dedykacjami. Wielkie działy poezji i krytyki literackiej. Można tu dostać dzieła, które zostały wyparte z innych księgarni przez inwazję prymitywnych bestsellerów, kilkudziesięciu wszędzie tych samych tytułów. Tutaj książki trwają.

Oglądanie Nowego Jorku zacząłem od Piątej Avenue. Byłem rozczarowany. To ma być stolica świata? Zachwycać się wysokością budynków? Nie chodzę z głową zadartą do góry. A zresztą rekordy techniki mało mnie interesują. Bogactwo sklepów? Wystawy Paryża czy Londynu na pewno nie są mniej szykowne. Ruch samochodów? Widziałem ulice szersze i bardziej zatłoczone. Wspaniałe perspektywy, kompozycje urbanistyczne? Nie tu ich szukać, chyba że zupełnie przypadkiem otworzy się w nocy widok na kontrapunktowy rytm wieżowców bądź o zmierzchu słońce zapali nurt Hudsonu rudą czerwienią. Po kilku godzinach czar miasta zaczyna jednak działać, po kilku dniach dostrzega się bogactwo kształtów, po kilku tygodniach, po zobaczeniu wielu Nowych Jorków, fascynuje jedyne w swoim rodzaju spiętrzenie energii ludzkiej, stworzenie na niewielkiej przestrzeni otwartych, lecz skutecznych ram dla tak różnorodnych jednostkowych poczynań.


Guy Carleton Wiggins "Brooklyn Bridge in winter" (1920), University of Cinncinati Galleries.

Obejrzałem giełdę. Bez większego zrozumienia śledziłem migoczące kolumny cyfr. Przespacerowałem się Wall Street, gdzie dokonałem poważnych transakcji. Odchyliłem głowę u stóp Chase Manhattan Bank i piąłem się ku niebu po wirujących piętrach. To nie tam zrozumiałem handlową potęgę miasta. Jego puls bije wszędzie. Rodzi się ze złożenia tak różnorodnych światów. Trzeba przejść się, kto ma silę, po handlowych ulicach Lower East Side. Tak wyobrażam sobie unowocześnioną wersję przedwojennych Nalewek w Warszawie, setki sklepów i kramów. W szabas ruchliwe ulice zamierają. Zaraz obok budki telefoniczne w kształcie pagód. Nie jest to egzotyka dla turystów. W Chinatown nie tylko je się chińskie potrawy, ale czyta chińskie gazety, ogląda chińskie filmy. W pobliżu można zjeść prosciuto con melone, scallopini alla milanese i napić się – wreszcie – dobrego espresso. W Little Italy, jak w tej prawdziwej, ludzie siedzą przed domami (w Nowym Jorku!) i gawędząc z sąsiadami przyglądają się przechodniom. Bary Greenwich Village przypominają bary Amsterdamu na amerykańską skalę. Niedaleko stamtąd można dostać kilkanaście gatunków polskich kiełbas o nazwach znanych z opowiadań rodzinnych i literatury pięknej. Kiedy nad ranem, kończąc włóczęgę po Manhattanie, wracałem do mieszkania na Queensie, oddalonego zaledwie dwadzieścia minut metrem od centrum, wydawało mi się, że przenoszę się w cichy, prowincjonalny świat. Z ogródków bił silny zapach kwiatów i krzewów. W błękitnym powietrzu świtu wszystko rysowało się lekko i ostro. Domy, gdzie w dzień słyszało się więcej hiszpańskiego niż angielskiego, spały. Jak Nowy Jork zmienia się nie tylko zależnie od dzielnicy, ale i od pory dnia! Przez mgłę poranku widziałem, zmęczony włóczęgą, życie spokojne, złożone. Godziłem się na wielowarstwowość, na wyrywkowość doznań. Świat dookolny był większy ode mnie, ale nie miażdżący. Nie wyczerpywałem sensu tego, co widziałem, a ono nie zamierało pod spojrzeniem.

Przeciwnie, wszystko wydawało mi się interesujące, skupiało uwagę. Obiecywałem sobie (który to już raz?), że postaram się kiedyś zrozumieć, dlaczego pewne miejsca każą wierzyć w istnienie indywidualności, budzą ciekawość, otwierają myśl i wyobraźnię. Inne prowokują do zamknięcia. Nagle poczucie jałowości wysiłków. Braku powietrza. Sztywności języka. Nikomu nie chcę nic powiedzieć. Wydają mi się – ludzie, domy, widoki, zaprogramowanymi, tandetnymi zabawkami. Znam ich mechanizm. Znam ambicje i pole wyborów (albo wydaje mi się, że znam). Odwracam wzrok. Nie, nie jestem ciekaw.

W Nowym Jorku ciekawość wzrastała w miarę pobytu. To nie jest miasto na pokaz, do zwiedzania. Trzeba dać się unieść jego rytmowi. Mieszkałem przez pewien czas na górze Manhattanu, gdzie elegancka East Side przechodzi w Yorkville, dzielnicę pełną bawarskich, węgierskich, czeskich, restauracji. Jeździłem stamtąd w inne okolice. Czasami wydawało mi się, że za chwile zobaczę Rue des Rosiers i nagle wpadnę w Spacca Napoli, aby znów znaleźć się w Chelsea i na uliczkach Wiednia. Otwierała się przede mną – przemieniona – rodzinna Europa. Co chwilę jednak, co krok uświadamiałem sobie, że to nie jest kopia, to jest naprawdę Nowy Świat, w tym tyglu formują się nowe perspektywy. Zaczerpnięte z europejskich doświadczeń języki mogą przyczynić się do prześledzenia genezy nowych form, nie wystarczają jednak do ich pełnego odczytania. Trzeba przyznać się fragmentaryczności rozumienia, przyglądać się bacznie i szukać miar.

Edward Hopper "Nighthawks" (1942), Art Institute of Chicago.

Kiedy stanąłem na placu przed dwiema strzelistymi kolumnami światowego Centrum Handlu, nie czułem się w krajobrazie księżycowym. Nie, to budowle na miarę potęgi dzisiejszego świata. Bardziej nawet od innych kolosów harmonijne. W architektoniczną konstrukcję wpleciono powietrze i wodę. Dzieło oddycha. Aluminiowe wieżowce stanowią ramy dla postrzępionej abstrakcji chmur, dla szumu fontanny. Włochy przełomu drugiego i trzeciego tysiąclecia? Czy tak niegdyś działały pałace Pittich, Medicich? To zapewne przesada. Niemniej udało się tu dokonanie we współczesnej architekturze wielkomiejskiej rzadkie: geometria uzyskuje indywidualne oblicze. Nie czułem, mimo niezwykłych rozmiarów, przygniatającej monotonii hipertrofii. Światowe Centrum Handlu żyje. Tylko podziemia, niby wesołe, niby przytulne, ze „stylizowanymi” restauracjami, wydały mi się dekoracją do koszmarnego snu o nowoczesności. Wszędzie to samo, na każdym lotnisku, dworcu, w każdym większym domu towarowym. Te same niby dowcipne upominki, te same potrawy z luksusowej papki, te same bezwartościowe książki na pólkach. Reklama telewizyjna stała się ciałem, doskonale sterylna, pozbawiona wszelkich zarazków oryginalności i myśli.

Kultura masowa święci w Ameryce triumfy. W tym natężeniu widać jej niebezpieczeństwa. Znów jednak trzeba pamiętać, że w pewnym zakresie jest ona użyteczna oraz że nie jest to jedyny dostępny model kultury. W Nowym Jorku nietrudno się przekonać, że wyjałowiona przeciętność nie jest wzorcem narzucanym. W żadnej dziedzinie. Na Górnym Broadwayu co krok niewiarygodne typy. Staruszka zatracona w głośnej i gwałtownej kłótni ze sobą. Portorykańczyk o intensywnie nieobecnym spojrzeniu, jeszcze przyzywający narkotyczną podroż. Na rogu ktoś bełkotliwie wykrzykuje anarchistyczne deklaracje. Nie gap się tak – ciągle mnie upominano – ci ludzie nie lubią, kiedy obserwuje się ich odmienność, mogą być wówczas groźni.

Nikt nie reaguje na dziwną faunę spływającą do Greenwich Village. Nie reaguje dzisiaj, nie reaguje w Nowym Jorku. Kiedy indziej, gdzie indziej, bywało, bywa odmiennie. O tych przemianach trzeba pamiętać, choć są one jaskrawym przejawem wyrazem czegoś, co w odmiennych formułach i dawniej dochodziło w Stanach do głosu: uznania dla indywidualizmu, byle działał wewnątrz powszechnie akceptowanego modelu kultury. Ten model uległ rozszerzeniu, co łączy się z licznymi konfliktami, niemniej istnieje i nadal wyznacza kierunek społecznego działania (…).

Dlatego, jak sądzę, nie ma jednolitej lekcji amerykańskiej kultury, jednorodnej mapy amerykańskiej kultury, jednorodnej mapy Ameryki. Uwaga oglądającego kieruje się ku kilku motywom, wybranym subiektywnie, lecz wpisanym a amerykański horyzont, rozwijającym tu swój sens. Nie Naphta ani Settembrini prowadzili mnie po Ameryce, nie podpisywałem też z nikim kontraktu, nikt nie obiecywał mi upojenia chwilą. Przeciwnie, w bibliotekach Yale czy Harvardu, w Metropolitan Opera, w muzeach Bostonu i Williamstown, a także w barach Greenwich Village czy San Francisco walczyłem z faustycznymi pokusami. Budowałem trwanie w czasie, genealogię i perspektywy. Wyprawa do Nowego Świata to nie tylko podroż w przestrzeni, ale też podróże w czasie, lekcja geografii i zarazem lekcja języka. Nie wyszedłem z tych nauk zwycięsko. Wyjeżdżając miałem przekonanie, że to, co potrafię opowiedzieć, jeżeli potrafię, to tylko pierwsza wersja, tylko szkic mapy Ameryki. Zamknąć wrażeń z Central Parku nie umiem. Nie zamknęły się przecież. Jeszcze Ameryka nie została oswojona, jeszcze powroty dają radość, trwa pamięć, a wyobraźnia wybiega naprzód. Jeszcze nie koniec podroży.


W. Karpiński, W Central Parku, Wrocław 1998, s. 38-47.

sobota, 21 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 16: Shelley'a obrona poezji

Wykład szesnasty o koncepcji poezji P. B. Shelley'a.

piątek, 20 kwietnia 2007

Śmierć Bergotte’a a śmierć Prousta

Jeśli chcemy wyśledzić ostateczne myśli Prousta o życiu i śmierci, myśli, które powstają w człowieku, gdy nagromadziwszy długoletnie doświadczenie sam staje wobec zbliżającego się końca – klucz do nich znajdziemy w postaci Bergotte’a. Bergotte w "Straconym czasie" jest wielkim pisarzem, mistrzem francuskiego języka; dla młodego bohatera stanowi wcielenie wszystkich piękności literatury. Tworząc tę postać Proust opiera się na obserwacji Anatola France’a, którego Bergotte wieloma cechami przypomina; a także na doświadczeniach własnych z ostatniej epoki pisarskiej. Bergotte’a spotykamy już w "W stronę Swanna". Młody bohater odkrywa go i obiera jako mistrza marząc, aby go poznać. Spotkał go po raz pierwszy, jeśli się nie mylę, w salonie Odette, podówczas żony Swanna. Pisarz ów jest dawnym przyjacielem Swanna. Rozmawia z bohaterem bardzo uprzejmie i odwozi go z wizyty we własnym powozie. Poznanie go jest dla młodego człowieka w pierwszej chwili rozczarowaniem. Bergotte z krwi i kości mało ma wspólnego z pisarzem, o spotkaniu którego marzył od tak dawna. Zastanawia go, że Bergotte, bliski przyjaciel Swanna, zaczyna go subtelnie, z łatwością, w tonie oderwanym obgadywać w powozie; obgaduje go wobec młodego człowieka, którego spotyka po raz pierwszy. Bergotte stanowi dla Prousta okazję do studiowania z zwykłą przenikliwą bezstronnością – słabostek, stchórzeń, podłości i kłamstw, nierzadkich w świecie artystów. W następnych tomach spotykamy Bergotte’a starzejącego się; stoi u szczytu sławy, lecz jego siła twórcza już się zmniejsza. Teraz pisze z wzruszającym wysiłkiem, a słabnącym uczuciem radości i konieczności wewnętrznej. Książki jego, coraz rzadziej się pojawiające, są coraz gorsze – chętnie powtarza zdanie, którego nie wypowiedziałby nigdy w okresie, kiedy tworzył arcydzieła: „myślę, że pisząc te książki, przysłużyłem się mojej ojczyźnie”. W tych opisach i spostrzeżeniach psychologicznych Anatol France jest raczej niż sam Proust budulcem, z którego powstaje Bergotte. Natomiast opisy ostatniej choroby i śmierci Bergotte’a odtwarzają do pewnego stopnia stany duszy i ciała samego Prousta. On sam robił korektę tych stron. Ostatnie korekty przed własną śmiercią. Wiemy, jak daleko posuwał swoje poprawki już drukowanych arkuszy. Dodawał, przerabiał lub skreślał dziesiątki, a nawet setki stron, co było także cechą pracy Balzaca. Balzaca pasja ta dosłownie rujnowała. Proust, opisując okres zbliżającej się śmierci Bergotte’a, pisze o wszystkich nadziejach, wszystkich zawodach chorych związanych charakterem, psychologią, sztuczkami lekarzy. Analizuje różne rodzaje snu i znów Bergotte’a, jego koszmary, uczucie zapadania się w otchłań, skutki najróżniejszych narkotyków, których Bergotte, nękany bezsennością, nadużywał przed śmiercią. Pewne szczegóły, dotyczące ostatniego stadium jego choroby, Proust dopisywał w kilka dni przed własną śmiercią.


Johannes Vermeer "Widok Delft" (1660-1661), Mauritshuis, The Hague.

Śmierć Bergotte’a następuje w czasie wystawy wielkiego holenderskiego mistrza Vermeera, ukochanego malarza Bergotte’a i Swanna. Dowiedziałem się przypadkiem, że przyjaciel Prousta, pisarz Jean Louis Vandoyer, już po wojnie zaciągnął go na wystawę malarstwa holenderskiego, i że Proust miał tam na samej wystawie poważny atak serca.

W "Albertynie" Bergotte decyduje się raz jeszcze zobaczyć obrazy Vermeera, choć zdaje sobie sprawę, że wobec złego stanu jego zdrowia, wyprawa ta jest wielkim ryzykiem. Wchodząc, zostaje natychmiast owładnięty tajemniczym czarem, chińską przejrzystością i finezją, czułą muzyką tych płócien. Zatrzymuje się w szczęśliwej ekstazie przed pejzażem przedstawiającym domy na nadmorskiej plaży. Widzi drobniutkie błękitne postacie na różowym piasku i skrawek żółtego muru. Przed tym obrazem robi swój ostatni pisarski rachunek sumienia:

>>„skrawek żółtego muru, żółtego skrawek muru” powtarza szeptem: tak trzeba było pisać moje książki, wracać, ciągle nawracać do tych samych zdań, przepracowywać je i wzbogacać kolejnym nawarstwianiem, jak ten kawałek żółtej ściany. Moje zdania były zbyt suche, za mało nad nimi pracowałem.<<

I jeszcze jedno zdanie dodaje cicho Bergotte-Proust, zdanie, które zdumiewa, gdy pada z ust ucznia Anatola France’a:

>>Co znaczy ta zaciętość pracy artysty, którego ledwo można zidentyfikować, ten niezmordowany wysiłek, zmierzający do celów, których nikt prawdopodobnie nie dostrzeże, nie zrozumie, nie zmierzy do dna? To, jak gdybyśmy byli podporządkowani prawom sprawiedliwości, absolutnej prawdy, doskonałości wysiłku – prawom powstałym w innym świecie harmonii i prawdy, któremu podlegamy bezwiednie i którego odblaski dosięgają nas i kierują nami na ziemi. <<

To drobne zdanie może pozostać niezauważone lub wydać się bez znaczenia czytelnikowi nieuważnemu, niewiedzącemu jak olbrzymie poczucie odpowiedzialności miał Proust za każdy szczegół swoich pism. Wiemy jednak, że te strony właśnie przeglądał, wzbogacał przed samą śmiercią, skąd szczególna ich waga wśród tysięcy innych stron tego ucznia i wyznawcy autora Buntu aniołów.
J. Czapski, Czytając, Kraków 1989, s. 157-160.

czwartek, 19 kwietnia 2007

Proust objaśniony?

Zgodnie z obietnicą wracam do tekstu J. Czapskiego pt. Proust w Griazowcu. Esej ten (a może jednak bardziej szkic lub odczyt?) należy do najbardziej niezwykłych omówień W poszukiwaniu straconego czasu, jakie kiedykolwiek powstały. Nie tyle ze względu na zawartość myślową, ile ze względu na okoliczności powstania. Na samym początku były bowiem prelekcje Czapskiego wygłaszane dla więźniów polskich w Griazowcu, po przenosinach ze Starobielska w latach 1940-1941. Wykłady te zostały spisane przez towarzyszy niedoli pisarza, a następnie przekształcone w obszerny, liczący ponad 50 stron tekst przez autora (1949). Swoje odczyty tworzył Czapski nie dysponując żadnym egzemplarzem dzieła Prousta, ani opracowaniem na jego temat. Wszystko, co o nim napisał wynikało z jego wiedzy i pracy pamięci (cytaty, jakie się znalazły w tekście dodał później). Czyż można sobie wyobrazić większy kontrast niż sowiecki łagr i paryski salon? Dodatkowego smaczku dodaje mu podobieństwo sytuacji egzystencjalnej między Proustem, opisującym śmierć Bergotte’a, a analizującym te sceny Czapskim, kurującym się po ciężkiej chorobie.

Z Proustem zetknął się Czapski późno, bo w 1924 r. Czytał go w oryginale w Paryżu. Jego uwagę zwróciła rozwlekłość stylu, kontrastująca z oschłością, zwięzłością, skrótem ówczesnej literatury francuskiej (R. Radiguet, B. Cendrars, J. Cocteau, L. Bloy, C. Péguy). Wydawał mu się wtedy pisarzem spóźnionym na tle różnych „izmów”. Czapski przypomina, że wizja świata Prousta ukształtowała się w ostatnim dziesięcioleciu XIX w., a całe prawie jego dzieło pisarskie powstaje dopiero między rokiem 1904 a 1923. Dość szybko odkryto Prousta rozmiłowanego w swojej pracy, a nie światowca i snoba (Hommage à Marcel Proust, 1924) i zgodnie z tym kierunkiem interpretuje Czapski W poszukiwaniu straconego czasu.

Sam temat książki trafił wprost mi do serca: rozpacz, śmiertelny niepokój kochanka opuszczonego po zniknięciu Albertyny, wszystkie formy retrospektywnej zazdrości, bolesnych wspomnień, gorączkowych poszukiwań, głęboka wnikliwość psychologiczna wielkiego pisarza, przebijająca się poprzez gąszcz szczegółów i skojarzeń. Później dopiero dostrzegłem w tym sposobie pisania nowe narzędzie analizy psychologicznej o nieznanej precyzji, nowy świat poezji, klejnot literackiej formy (Czytając, Kraków 1989, s. 112).

Analiza Czapskiego w pigułce:

Transpozycja życia autora na dzieło (narracja w 1 osobie liczby pojedyńczej, konwencje spowiedzi i kroniki rodzinnej, autentyczne prototypy postaci powieściowych) stanowi podstawowy schemat narracyjny cyklu.

Dwa wielkie tematy tego dzieła: cierpienie wywołane śmiercią babki (a u Prousta śmiercią matki) oraz rozdarcie wywołane nieszczęśliwą miłością, prowadzące do odczucia nierzeczywistości uciech życia i ostatecznego zrozumienia, że istotą egzystencji nie jest przyjemność, ale twórczość. Twórczość zaś jest drugim wielkim tematem W poszukiwaniu straconego czasu. Transponując cierpienie na formy sztuki obiektywizujemy ból, uwalniając się od niego. Czapski nie wspomina o Schopenhauerze, ale duch jego filozofii unosi się nad tekstem Prousta.

Następnie Czapski rekonstruuje świat pisarza – salon paryski, wpływ astmy na styl życia Prousta, izolację i samotność , czego wyrazem jest obity korkiem pokój, znaczenie związku z matką i jej śmierć, zamiar przetłumaczenia całego Ruskina, jako heroiczna próba zerwania z niemocą, nadwrażliwość Prousta.

Dalej Czapski przechodzi do omówienia techniki pisarskiej Prousta. „Pamięć mimowolna” (mémoire involontaire), jako główny chwyt narracyjny, wyrażająca ciągły wysiłek pogłębienia, precyzowania, dotarcia do źródła, do pełnej świadomości wrażenia (w 1 tomie cyklu słynna madlenka oraz w trakcie drogi do księżnej Guermantes spojrzenie bohatera powieści na nierówne płyty chodnika, przypominające mu plac św. Marka w Wenecji).

Wpływ Bergsona na Prousta (obok Mallarmégo, którego był uczniem jeszcze w czasach licealnych), streszczający się w filozoficznym problemie czasu: Wizja Prousta próbuje pokonać brak ciągłości apercepcji, łącząc intuicję najbardziej rozległą, wielokierunkową, z nieprzerwanym i jakby niezhierarchizowanym tokiem pamięci mimowolnej, tworzy nową formę, która daje bardziej niż jakakolwiek inna wrażenie tej właśnie nieustannej, płynnej ciągłości życia (s. 127).

Zamiarem Prousta było wydać W poszukiwaniu straconego czasu w jednym tomie, bez marginesów i odstępów, bez podziału na części i rozdziały. Wydawca się na ten eksperyment jednak nie zgodził. Proust pragnął podkreślić nieprzerywalność kanwy swego dzieła. Długość jego zdań niewiele ma wspólnego z francuszczyzną Woltera i Diderota. Sam pisarz przyznawał się, że wzorował się na języku francuskim XVI w. silnie jeszcze powiązanym z łaciną.

Wykwintności języka, bogactwa metafor, asocjacji i słownictwa, nie należy łączyć ani z „mikroskopowym naturalizmem", ani ze „sztuką dla sztuki”: pisma jego są raczej historią jego myśli, wywołanych wstrząsem faktów, niż faktów samych w sobie (podkr. J. C., s. 133). Uwaga Czapskiego do kompozycji cyklu: większa część ostatniego tomu, która ukazała się już po śmierci Prousta i bez jego osobistej korekty, powstała wcześniej niż reszta, stanowiąc punkt kulminacyjny i konkluzję dzieła. Jest zarazem „osobistą spowiedzią” i właściwym początkiem W poszukiwaniu straconego czasu.

Oś tomu pierwszego stanowią wydarzenia dzieciństwa bohatera, wstrząsy i urazy nadające kierunek jego życiu. Oś drugiego tomu stanowi analiza Swanna i jego miłości do Odety (Swann jest transpozycją Prousta i niejakiego Haasa – światowca dla którego majątek nie jest celem samym w sobie, lecz środkiem prowadzącym do zaistnienia w wykwintnym towarzystwie, tj. do uzyskania pozycji społecznej). Proust opisuje proces rozpadu miłości Swanna do Odety, a dalej obumieranie wszelkiej radości życia. Novum w interpretacji Czapskiego stanowi zestawienie Prousta z Pascalem i wykazanie ich pokrewieństwa duchowego (s. 151). Na poparcie swej tezy przytacza szereg przykładów obrazujących sposób w jaki Proust odsłania nicość stosunków światowych, pychy arystokratycznej, małą wartość młodości i piękna, a także sławy i miłości erotycznej (słynny pesymizm Prousta).

Wszystkie te wymienione (anty)wartości prędzej czy później obnażają swoją przemijalność. Istnieje dla nich jedna co najmniej alternatywa, a jest nią twórczość artystyczna. Tylko poprzez twórczość można wypełnić życie sensem, zdaje się mówić Czapskiemu Proust, wspominany w sowieckim Griazowcu.

środa, 18 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 15: Transcendentalny filozof Coleridge'a

Wykład piętnasty o koncepcji naturalnej i transcendentalnej filozofii Coleridge'a.

wtorek, 17 kwietnia 2007

Dziwny anioł Albertiego

Naprawdę dziwny, przeczytajcie sami.

Rafael Alberti Anioł

Szedł wpadając na zawiasy,
na drzewa.
Świat go nie widzi ani wiatr,
ani szyby.
Aha, ani szyby.
Nie zna miast żadnych.
Nie pamięta ich.
Idzie martwy.

Martwy stoi gdzieś na ulicy.
Nie pytajcie go o nic. Zwiążcie go!
Nie, zostawcie.
Bez oczu, bez głosu, bez cienia.
Aha, bez cienia.
Niewidoczny jest dla świata,
dla nikogo.


[1927]

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 14: "Przedmowa" Wordswotha

Wykład czternasty o wstępie do "Ballad lirycznych" Wordswortha (1798).

poniedziałek, 16 kwietnia 2007

Z psychologii muzyki

Pisanie o tym, czego się doświadcza, słuchając muzyki jest bardzo trudne, ze względu na językową nieuchwytność emocji wywołanych dźwiękami. Oddanie tych subtelnych wrażeń, jest tak trudne, że może stanowić kryterium jakości prozy, mierzącej się z tym zadaniem. Czytałem ostatnio W Central Parku Wojciecha Karpińskiego. Jest tam taki akapit, w którym Karpiński pisze o tym, co czuł słuchając w Nowym Jorku Rigoletta.

Opowiedzieć o podróżach tamtego muzycznego wieczoru? Nie był to moment uniesienia wydzielony z przepływu czasu. Tkwił w amerykańskich doznaniach, w doświadczeniach i przemyśleniach jeszcze wcześniejszych. Muzyka otwierała widoki dotąd istniejące oddzielnie. Ożywiała pamięć. Odnajdywałem obrazy wpółzapomniane. Umiałem je łączyć. Śledzić ich sens. Nie potrafiłem uwięzić ich w siatce terminów. Nie starałem się o to, słuchałem muzyki. Uniesienia muzyką bywają nietrwałe. Wyjątkowość tych momentów wycina je z obszaru rzeczywistości, zamyka w sobie. Czasem jednak sztuka łączy się z naszą genealogią, przemawia do naszego doświadczenia, choćbyśmy nie potrafili przełożyć jej słów na język codziennego życia. Ta sztuka otwiera przed wrażliwością wiele wymiarów. Wyprowadza poza ograniczenia teorii, stwarza pole intensywnego odczuwania. Stąd świadomość jednoczesnej obecności w kilku miejscach, przeżywania wielu spraw. Znikają bariery wznoszone przez nas samych i przez innych. Dotykamy pulsującej rzeczywistości. Świat odbija się w pamięci wielowymiarowymi zdjęciami.

W. Karpiński, W Central Parku, Wrocław 1998, s. 9.

niedziela, 15 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 13: Wordsworth, Coleridge i brytyjski romantyzm

Wykład trzynasty: Wordsworth, Coleridge i brytyjski romantyzm.

sobota, 14 kwietnia 2007

Zmarł Kurt Vonnegut (1922-2007)

Kurt Vonnegut, 8 kwietnia 1992 r.


We wtorek w Nowym Jorku zmarł autor Rzeźni nr 5. Spoglądam na moją półkę z książkami, gdzie Rzeźnia nr 5 i Hokus Pokus, stoją między Lotem nad kukułczym gniazdem i powieściami Roberta Coovera i zastanawiam się, co osiągnąłem przez ten czas, który upłynął od chwili momentu przeczytania przeze mnie tych powieści w wieku 15 lat. Vonnegut był pisarzem pokoleniowym, mającym oddanych czytelników w pokoleniu czasów wojny w Wietnamie. Dla mnie jego twórczość stanowiła ważny pomost między literaturą SF, w której się rozczytywałem do 15 roku życia, a Mannem, Joycem, Proustem, których czytałem po nim. Vonnegut właśnie wprowadził mnie w wyższy krąg wtajemniczenia. Po nim już nie wróciłem nigdy do literatury science-fiction. Płynność tego szczęśliwego przejścia tłumaczę wartością literacką jego tekstów, tak często niedocenianą przez ludzi wypowiadających się mylnie na temat dorobku pisarza (bo postępujących ścieżką pacyfizmu Vonneguta i jego przynależnością do literatury SF). Zasługi Vanneguta polegają na czymś innym – na innowacyjności jego prozy. Literatura amerykańska do lat 60-tych była zaściankowa i wtórna wobec literatur europejskich (zwłaszcza angielskiej) z paroma wyjątkami (Poe, Whitman, Steinbeck, Faulkner). Vonnegut przyszedł z całą falą twórców, którzy odświeżyli językowo i formalnie powieść amerykańską i za to zostanie zapamiętany. Zawsze odnosiłem wrażenie, że pisanie jest dla niego autoterapią doświadczeń życiowych, która staje się udziałem ludzkości, szansy na taka terapię pozbawionej. Uwaga, jaką miał dla każdego żyjącego człowieka, powinna rozstrzygać o wartości tej prozy.

piątek, 13 kwietnia 2007

12 Festiwal Literacki Port Wrocław 2007

12 Festiwal zaczyna się dzisiaj, motywem przewodnim w tym roku jest literatura amerykańska, a to z powodu antologii poezji amerykańskiej "O krok od nich", wydanej nakładem Biura Literackiego. Poniżej plan imprez zaplanowanych na weekend. Jak widać znanych autorów i dobrej muzyki nie zabraknie.

Port Wrocław 2007 12. festiwal literacki

piątek 13 kwietnia 2007

godzina 14:00 AMERYKANIE W PORCIE John ASHBERY Blok filmów dokumentalnych.

godzina 17:30 P JAK PORTRET Fotografie Elżbiety LEMPP Wernisaż.

godzina 18:00 ROZBIÓRKA Wieczór autorski i prezentacja wybranych wierszy z książki Magdaleny Rybak ze zdjęciami Elżbiety Lempp Rozbiórka. Wiersze, rozmowy i portrety 26 poetów: Miłosz Biedrzycki, Wojciech Bonowicz, Jacek Dehnel, Darek Foks, Henryk Grynberg, Mariusz Grzebalski, Julia Hartwig, Jerzy Jarniewicz, Urszula Kozioł, Ryszard Krynicki, Ewa Lipska, Zbigniew Machej, Jarosław Mikołajewski, Krystyna Miłobędzka, Tadeusz Pióro, Marta Podgórnik, Tomasz Różycki, Marcin Sendecki, Krzysztof Siwczyk, Piotr Sommer, Andrzej Sosnowski, Dariusz Sośnicki, Darek Suska, Marcin Świetlicki, Bohdan Zadura i Adam Zagajewski

godzina 19:30 KOCHANKOWIE NA OTWARTYM MORZU Jacek DEHNEL, Julia FIEDORCZUK, Łukasz JAROSZ, Krzysztof SIWCZYK i Dariusz SOŚNICKI. Wieczory autorskie i prezentacje książek: Brzytwa okamgnienia, Planeta rzeczy zagubionych, Soma, List otwarty (1995-2005) i Folia na wietrze.

godzina 22:00 GEA LESERS BEND Koncert i prezentacja płyty Gea.

sobota 14 kwietnia 2007

godzina 12:00 AMERYKANIE W PORCIE: Allen GINSBERG i Charles REZNIKOFF Blok filmów dokumentalnych.

godzina 15:00 USŁUGI DLA LUDNOŚCI: Warsztaty Literackie. Prowadzenie Marta PODGÓRNIK i Eugeniusz TKACZYSZYN-DYCKI.

godzina 17:00 ROZMOWY RODZINNE PO LATACH Wojciech BONOWICZ, Mariusz GRZEBALSKI i Bogusław KIERC. Wieczory autorskie i prezentacje książek: Pełne morze, Pocałunek na wstecznym i Plankton .

godzina 18:30 WIERSZ POLSKI ŚREDNIEJ DŁUGOŚCI: Darek FOKS, Krzysztof JAWORSKI, Zbigniew MACHEJ i Tomasz MAJERAN. Wieczory autorskie i prezentacje książek: Ustalenia z Maastricht, Dusze monet, Wiersze przeciwko opodatkowaniu poezji i Koty. Podręcznik użytkownika.

godzina 20:00 TRAMWAJ: Urszula KOZIOŁ, Ryszard KRYNICKI i Ewa LIPSKA. Wieczory autorskie specjalnych gości "Portu 2007".

godzina 21:30 MAŁE CIENIE WIELKICH CZARNOKSIĘŻNIKÓW: Wieczór autorski i prezentacja książki Tymoteusza KARPOWICZA Małe cienie wielkich czarnoksiężników.

godzina 22:00 URWANY ŚLAD: Jacek GUTOROW oraz Stanisław BEREŚ, Anna KAŁUŻA, Piotr KĘPIŃSKI, Karol MALISZEWSKI, Joanna ORSKA, Justyna SOBOLEWSKA i Piotr ŚLIWIŃSKI Dyskusja wokół książki Jacka Gutorowa Urwany ślad. O wierszach Wirpszy, Karpowicza, Różewicza i Sosnowskiego.

niedziela 15 kwietnia 2007

godzina 12:00 AMERYKANIE W PORCIE: Kenneth KOCH i August KLEINZAHLER. Blok filmów dokumentalnych.

godzina 15:00 POWIESZONE WIERSZE: Spotkanie z udziałem autorów wyłonionych spośród publiczności.

godzina 16:00 POŁÓW 2007: Tomasz FIJAŁKOWSKI, Julia SZYCHOWIAK, Tomasz WAŻNY i Kamil ZAJĄC. Wieczory autorskie i prezentacje debiutanckich arkuszy Rozgrzewka, Poprawiny, Różne rodzaje i Pieśni Muniny Schwartz vel Adabisi.

godzina 17:00 O KROK OD NICH: Piotr SOMMER Wieczór autorski i prezentacja antologii O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich John Ashbery, John Berryman, John Cage, E.E. Cummings, Allen Ginsberg, Frank O'Hara, Kenneth Koch, Robert Lowell, Charles Reznikoff .

godzina 18:30 AUTOPORTRET : August KLEINZAHLER Wieczór autorski specjalnego gościa "Portu 2007" z udziałem Piotra Sommera.

godzina 20:00 TRACKLESS: Andrzej SOSNOWSKI & THE CHAIN SMOKERS Koncert i prezentacja płyty Trackless oraz książki "Najryzykowniej".

czwartek, 12 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 12: Hegel i podróż idei

Wykład dwunasty o estetyce Hegla.

środa, 11 kwietnia 2007

"Wyspa" - nowe pismo literackie

Nie co dzień zdarza się debiut pisma literackiego na rynku wydawniczym, zatem warto odnotować pojawienie się na polskim rynku wydawniczym nowego kwartalnika o literaturze polskiej i zagranicznej o nazwie „Wyspa”. Wydawca „Wyspy” ma ambicję stworzenia pisma stojącego na wysokim poziomie i jednocześnie przystępnego dla przeciętnego odbiorcy. Pierwszy numer, liczący 150 stron zawiera m. in. teksty krytycznoliterackie, wywiady z autorami, utwory prozatorskie i poetyckie. Obok twórców uznanych (w pierwszym numerze reprezentowanych przez Kazimierza Orłosia i Marka Nowakowskiego) na łamach „Wyspy” pojawiać się będą autorzy mniej znani oraz debiutanci. Strona kwartalnika znajduje się tutaj.

wtorek, 10 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 11: Schiller o estetyce

Wykład jedenasty: Schiller o estetyce.

poniedziałek, 9 kwietnia 2007

O drżących ciałach raz jeszcze

W ramach uzupełnień do zeszłotygodniowego przeglądu nowości wydawniczych proponuję podcast o książce Artura Żmijewskiego Drżące ciała. Rozmowy z artystami. Z Agnieszką Morawińską, dyrektorką galerii Zachęta rozmawia Anna Laszuk. Podcast znaleziony na stronach Radia TOK FM.

niedziela, 8 kwietnia 2007

Dwie białe noce

Achille Chavée (1906-1969), aforysta i nadrealista belgijski, umiał pisać znakomite wiersze egzystencjalne. Zawsze jest się więźniem swojego ostatniego porywu entuzjazmu (On est toujours prisonnier de son dernier mouvement d'enthousiasme) - głosi jeden z jego aforyzmów.

Achille Chavée Biała noc

Królestwo roślin
królestwo zwierząt
królestwo grozy

Stracone gry
stracone szanse
stracenie do utraty wzroku
Żadnego pozoru do zasztyletowania
żadnej prawdy do rozebrania
żadnego widma dla zmylenia tropu

Nie otaczają mnie
żadni nieodżałowani zmarli

Jestem bez wieku
bez kłamstwa
jak miedziowo-złota kuchnia
schronisko dla zaawansowanych etapów samotności

Jestem sam
z nożem
chlebem
i wodą

sobota, 7 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 10: Kanta krytyka sądzenia

Wykład dziesiąty dotyczy Kantowskiego zagadnienia krytyki sądów estetycznych.

piątek, 6 kwietnia 2007

Podsumowanie I kwartału 2007 – poezja

Ostatnia część mojego subiektywnego podsumowania. Przeważają poeci starszego pokolenia, bo jakoś jestem do nich bardziej przywiązany. Generalnie rzecz biorąc niewiele ciekawego się dzieje w polskiej poezji, stąd może obecność wznowień w tym przeglądzie. Ale mogłem też coś pominąć.



Andrzej Sosnowski „Dożynki”. Pod tym tytułem ukrywa się tom wierszy zebranych. W sumie z sześciu tomików poetyckich: "Życie na Korei" (1992), "Sezon na Helu" (1994), "Stancje" (1997), "Konwój. Opera" (1999), "Zoom" (2000) i "Taxi" (2003). Wiele mówiło się ostatnio o impasie, w jakim znalazła się poezja Sosnowskiego. Można zatem tę pozycję traktować jako próbę podsumowania dorobku poetyckiego Sosnowskiego z lat 1987-2003.


Stanisław Barańczak „Wiersze zebrane”. Opasły tom liczący 554 strony, wydany jeszcze pod koniec ubiegłego roku przez wydawnictwo a5, powinien zadowolić miłośników twórczości czołowego poety Nowej Fali. Pozycja cenna zwłaszcza dla uczących literatury bądź studiujących ją.


Julian Kornhauser „Origami”. Skromny zbiorek 33 wierszy. Następny tomik pewnie dopiero za kilka lat. A szkoda. Recenzja J. Barana do przeczytania tutaj.


Jacek Dehnel „Brzytwa okamgnienia”. Prawdopodobnie najbardziej obiecujący talent poetycki dzisiaj. Elegancja stylistyczna, sensualizm, wyczucie rytmu, erudycja…


Tymoteusz Karpowicz „Małe cienie wielkich czarnoksiężników. Zarejestrowane w paśmie cyfr od 797 do 7777”. Rzecz wydana niedawno przez Biuro Literackie. Próba pokazania Karpowicza uważanego dotąd za poetę lingwistycznego od innej strony.


Zbigniew Machej „Wiersze przeciwko opodatkowaniu poezji”. Z komentarza wydawcy: Nawet rozcięty do pośladków dekolt ponętnej prażanki (a może nie prażanki) nie poprawia samopoczucia czytelnika tej boleśnie wesołej książki. Jej przeraźliwa ironia jest (dla mnie) nieoswojoną jakością, specyficznie Machejowską, ale i u Macheja dźwięczy czymś jeszcze raz zaskakującym, mimo, że jej tonacja wydaje się dobrze znana. Prześmiewczość, czy - żartobliwa złośliwość są tu jakby rodzajem przyśpiewu "mimo uszu", ale ten przyśpiew mocno daje w kość. Recenzja tutaj.


Marcin Grzebalski „Pocałunek na wstecznym”. Z komentarza wydawcy: "Za sprawą Pocałunku na wstecznym, który retrospektywnie przypomina dwie książki - Drugie dotknięcie i Słynne i świetne - widać, że Mariusz Grzebalski, jako autor obu, różni się od siebie samego. Widać i słychać, że jeden zbiorek pisany jest prawą, a drugi lewą ręką. Prawa woli zapisywać statyczne opisy, lewa stawia na dynamikę akcji prawa wybiera obserwację i komentarz, lewa - wyznanie i ekspozycję Ja prawa - decyduje się na świat skrojony na miarę pewnych wyobrażeń o porządku, lewa - podnieca gonitwą języka, skręcającego znienacka w fantazmaty i fantazje prawa - lubi patrzenie, lewa - dźwięki. Choć oczywiście - wszystko to może być na odwrót! Wszak "na wstecznym", nawet niechby pocałunek, miesza nam w głowach, i strony prawej od lewej odróżnić nie potrafimy."


Marcin Świetlicki „Wiersze wyprane”. Wznowienie tomiku wydanego bodajże w 2002 r. przez Biuro Literackie, zawierające 44 wiersze wybrane przez autora. Nostalgiczna podróż w czasie.


Magdalena Rybak „Rozbiórka. Wiersze, rozmowy i portrety 26 poetów”. Z komentarza wydawcy: "Rozbiórka Magdaleny Rybak to worek z prezentami dla czytelnika współczesnej poezji polskiej. Powiedzmy od razu - worek starannie zapakowany. Na książkę składa się blisko trzydzieści rozmów z poetami różnych pokoleń, dokonań i doświadczeń - od Jacka Dehnela do Krystyny Miłobędzkiej. Indagowani twórcy reprezentują różne poetyki, różne środowiska, często odległe sobie i nieuzgadnialne sposoby traktowania wiersza. Dzięki temu jest Rozbiórka zbiórką, swoistym przeglądem orientacji i języków, próbą uchwycenia tego, co dzisiaj najżywsze w liryce. Wreszcie - portrety pisarzy autorstwa Elżbiety Lempp, dalszy ciąg tworzonej przez nią od wielu lat galerii, z pewnością osobny i wart docenienia walor książki."

czwartek, 5 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 9: Burke o wzniosłości i pięknie

Wykład dziewiąty o estetyce E. Burke'a i jej kategoriach: wzniosłości i pięknie.

środa, 4 kwietnia 2007

Podsumowanie I kwartału 2007 – proza

Przegląd najciekawszych powieści i opowiadań, jakie wyszły w ostatnich trzech miesiącach w Polsce.


Jacek Dehnel "Lala". Dziwaczność historii, jaką nam opowiada narrator, zdradza predylekcję Dehnela do poetyki realizmu magicznego. Synteza konwencji: kroniki rodzinnej, biografii, powieści rozwojowej, powieści historycznej. Powieść przez jednych ogłoszona wydarzeniem, przez innych uznana za nudną. Oceńcie sami.

Paweł Huelle "Ostatnia wieczerza". Huelle napisał powieść współczesną z kluczem. Nawiązał do odmiany powieści o artystach, ożywiając jej tradycję (którą w Polsce wiąże się głównie z nazwiskami W. Berenta, S. I. Witkiewicza). Powstała powieść o kilku symbolicznych planach znaczeniowych (współczesny Gdańsk i wiek XIX, Polska i Jerozolima, paralela terroryzm-katolicyzm). Huelle porusza wiele kwestii, z których problem powinności sztuki i obskuranckiego polskiego katolicyzmu wysuwają się na plan pierwszy. To satyra na ksenofobiczną i nacjonalistyczną Polskę, w której prym wiodą postacie dwuznaczne jak powieściowy Monsignore.


Jarosław Marek Rymkiewicz "Wieszanie". Muszę przyznać, że konceptem literackim Rymkiewicz mnie nie zaskoczył, jako że problematyka tanatologiczna zawsze zajmowała poczesne miejsce w jego twórczości poetyckiej. Motywy umierania, życia po śmierci, przezwyciężania śmierci, sztafaż tej liryki oraz odniesienia do epok, w których temat śmierci był popularny jak średniowiecze, barok czy romantyzm, zostały już dawno rozpoznane w tej twórczości. W Wieszaniu próbuje uchwycić stosunek ludzi oświecenia do kary śmierci wykonywanych ówczesnym zwyczajem przez powieszenie. Właśnie te epizody z historii Polski lat 90-tych XVIII w., opisywane z podziwu godną drobiazgowością, stanowią trzon książki Rymkiewicza.


Jacek Dehnel "Rynek w Smyrnie". Najnowszy zbiór opowiadań autora Lali, pochodzących z lat 1999-2002, ukazał się zaledwie kilka dni temu. Recenzja do przeczytania tutaj. Biedny Bereś obruszył się na Dehnela, że ten używa trudnych słów i powołuje się na Piranesiego. Jak on śmiał! Przecież ktoś może nie wiedzieć, kto to był Piranesi! I jeszcze będzie się musiał pofatygować i przeczytać jeden biogram w encyklopedii - zdaje się nam mówić Bereś...

Marian Pankowski "Pątnicy z Macierzyzny". Niezwykła powieść o polskim katolicyzmie pielgrzymkowym i czymś, co można by określić jako jego „kulturę”. Sam autor o swej książce mówił tak: Słowo o zabobonnej wierze ludu naszego, przyuczonego przez ojców duchownych do myśli na klęczkach i do śpiewu pokutnego. Książka jeszcze o tym, jak trudno iść pod pątniczy prąd, z głową podniesioną, i patrzeć w górę, nad horyzont, za którym ludzie, jak my, a nie jeszcze jedna tęcza i anielskie pienia...

Krzysztof Varga "Nagrobek z lastryko". Powieściowy pamflet (a może jednak powieść pokoleniowa?) na współczesnego Everyman’a, utrzymany w poetyce sagi rodzinnej. Utwór rozpoczyna się od sceny przeglądania zdęć zrobionych dziadkom w 2005 r. przez trzydziestokilkuletniego bohatera opowieści i narratora w jednej osobie. Narrator cofa się sto lat wstecz i śledzi dzieje upadku rodu, którego jest przedstawicielem. Varga daje się tu poznać jako pojętny uczeń Zoli (Rougon-Macquartowie). Dojmujacy klimat zmęczenia własnym życiem i otoczeniem, w jakim żyje bohater, okrasił Varga iście wisielczym humorem.

Krzysztof Mroziewicz "Ekstazja. Podróże z Afrodytą". Zbiór opowiadań i esejów znanego polskiego publicysty i dyplomaty został bardzo ciepło przyjęty. To pierwsza książka Mroziewicza nienależąca do literatury faktu – lokująca się na styku podróżopisarstwa i sztuki narracyjnej. Pisana lekkim i dowcipnym stylem książka porusza zagadnienia erotyki. Dzieło zostało bogato i starannie zilustrowane wysmakowanymi, symbolicznymi grafikami Rosława Szaybo. Książka dla czytelników ceniących sobie smak literacki i lubiących egzotykę.

Bronisław Świderski "Asystent śmierci". Świderski jest polskim pisarzem mieszkającym na stałe w Danii. Opowieść, jaką snuje posiada pewne odniesienia autobiograficzne, ale nie one są istotne, lecz teza utworu: współczesna demokracja europejska jest poważnie chora. To historia polskiego naukowca, który traci pracę po napisaniu artykułu o antysemityzmie Kierkegaarda. Podejmuje on pracę w hospicjum, gdzie zostaje opiekunem umierającego starca, który staje się punktem odniesienia dla problemów egzystencjalnych, z jakimi boryka się bohater. Fabuła zdaje się tu pretekstem do głębszych rozważań z zakresu antropologii i filozofii kultury.

Manuela Gretkowska "Kobieta i mężczyźni". Autorka wróciła do formy powieści i napisała utwór społeczno-obyczajowy. Jest to historia rozpadu dwóch związków damsko-męskich i wynikłych stąd konsekwencji. Czytadło do poczytania wiosną na ławce w parku.

wtorek, 3 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 8: Dryden, Pope i zasada decorum

Wykład ósmy dotyczy poetyk klasycystycznych i jej przedstawicieli Johna Drydena i Alexandra Pope'a.

poniedziałek, 2 kwietnia 2007

Podsumowanie I kwartału 2007 – literatura faktu, rozmowy, biografie, publicystyka

Minęły pierwsze trzy miesiące 2007 roku, nadszedł czas pierwszych przeglądów i podsumowań najciekawszych wydarzeń w literaturze polskiej. Na początek spychana zazwyczaj na margines twórczość należąca do literatury faktu. Oto mój subiektywny wybór najciekawszych pozycji, jakie ukazały się ostatnio. Kolejność utworów przypadkowa.


Witold Bereś, Krzysztof Brunetko "Ryszard Kapuściński: Nie ogarniam świata". Ta książka to nie tylko zbiór rozmów, jakie z wybitnym polskim reporterem przeprowadzili dwaj dziennikarze. Obok rozmów o problemach cywilizacyjnych ostatnich dwudziestu lat tam zawiera wspomnienia, kalendarium życia i twórczości Kapuścińskiego oraz wiele fotografii niepublikowanych wcześniej.

Jacek Antczak "Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall". Wywiad-rzeka z cenioną w Polsce i za granicą polską reporterką, skompilowany przez Jacka Antczaka z najróżniejszych źródeł: wywiadów prasowych, radiowych, czatów internetowych, komentarzy itp. wypowiedzi ulotnych. Ideą przewodnią jest ukazanie poprzez wypowiedzi autorki, rozwoju warsztatu reporterskiego i literackiego Hanny Krall. Książka stanowi przez to nieocenione źródło do poznania rozwoju jej dorobku literackiego.

Artur Żmijewski "Drżące ciała. Rozmowy z artystami". Zbiór rozmów, jaki reżyser filmowy Artur Żmijewskie przeprowadził w latach 1993-2004 z polskimi artystami nurtu krytycznego, m.in. z Pawłem Althamerem, Katarzyną Górną, Andrzejem Karasiem, Grzegorzem Kowalskim, Katarzyną Kozyrą, Zbigniewem Liberą, Jackiem Markiewiczem, Joanną Rajkowską. Książka wydana m.in.. przez "Korporację Ha!art" i "Krytykę Polityczną", dotyczy zagadnień współczesnej sztuki polskiej. Krąg problemów, o jakich tu mowa koncentruje się wokół sztuki zbuntowanej społecznie, radykalnej i autentycznej, postaw artystycznych nie unikających prowokacji czy naruszania tabu. Nie są to bezstronne rozmowy, lecz manifest artystyczny - artystów portret własny. A must have dla każdego, kto interesuje się sztuką najnowszą.

Władysław Bartoszewski "Pisma wybrane, t.1". W czasach szalejącego populizmu i szowinizmu politycznego, w jakim przyszło nam żyć, tom pism Władysława Bartoszewskiego stanowi mądrą alternatywę. Redaktorem serii zawierającej teksty Bartoszewskiego z lat 1942-2006 został Andrzej Kunert, co daje gwarancję merytorycznego i starannego doboru tekstów. Wybór pism obejmować będzie 4 tomy. Tom pierwszy zawiera teksty z lat 1942-1957. Kolejne tomy będą obejmowały lata 1958-70, 1971-81 i 1982-2006. Autentyczny i skromny patriotyzm Bartoszewskiego oraz jego zdroworozsądkowe podejście do życia są dziś nieocenionym skarbem w dobie miernego i panoszącego się powszechnie politykierstwa.


Wojciech Karpiński "Portret Czapskiego". Mała biografia wybitnego polskiego malarza i eseisty emigracyjnego, wznowiona z okazji wystawy dzieł malarskich Czapskiego pt. Józef Czapski. Wokół kolekcji Aeschlimanna (Zachęta, Warszawa 17 III-22 IV 2007). Książka tym ciekawsza, że również napisana przez eseistę i emigranta.

Piotr Laskowski "Szkice z dziejów anarchizmu". Eseistyka socjologiczna najwyższych lotów. Autor przedstawia dzieje doktryn anarchistycznych, próbując odpowiedzieć na pytanie - kim były takie postacie ruchu anarchistycznego jak Stirner, Proudhon, Bakunin, Kropotkin czy Malatesta. Przygląda się bliżej takim zjawiskom jak anarchizm indywidualistyczny, anarchokomunizm, anarchosyndykalizm. Analizuje poglądy polskiego myśliciela społecznego Abramowskiego. A także, co może być szczególnie ciekawe, realizacje praktyczne teorii anarchizmu znane z historii – Ukraina 1917 i Hiszpania lat 30-tych.



Max Cegielski "Pijani Bogiem". Literatura reportażowa. Interesujący przykład podróżopisarstwa. Max Cegielski jest barwną postacią – dziennikarz, muzyk, podróżnik, autor powieści Masala (2002) i Apokalipso (2004). W latach 200-2004 autor podróżował po krajach Pakistanie i Turcji. Pijani Bogiem w reportażowy sposób przedstawia życie pakistańskich muzułmanów należących do religijnego odłamu sufistów. Czyni to w sposób obiektywny i pełen atencji, opisując misteria religijne i doktrynę sufizmu, czyni to bez uprzedzeń typowych dla przybyszów z Zachodu.


Irena Grudzińska-Gross "Miłosz i Brodski. Pole magnetyczne". Książka biograficzna polskiej historyczki literatury, wykładającej w Stanach Zjednoczonych o poetach-noblistach i serdecznych przyjaciołach – Czesławie Miłoszu i Josifie Brodskim. Praca od dłuższego czasu oczekiwana, wydana została przez wydawnictwo "Znak" i poprzedzona przedmową Thomasa Venclovy. Autorka wiele miejsca poświęca roli kobiet w życiu twórców.




Anna Laszuk "Dziewczyny wyjdźcie z szafy!" Debiut literacki dziennikarki radia TOK FM zasługuje na uwagę przede wszystkim, dlatego, że stanowi pierwszą zbiorową biografię lesbijską w literaturze polskiej. Formę książki określają wywiady i opowieści współcześnie żyjących bohaterek. Uczynienie narratorkami osób wykluczonych społecznie nadaje książce specyficzny walor, odróżniając ją od prozy heteroseksualnych autorek i autorów. Przez pryzmat losu bohaterek czytelnik zyskuje nadarzającą się często szansę na ogarnięcie współczesnego życia z innej perspektywy.

niedziela, 1 kwietnia 2007

"Od Platona do postmodernizmu". Wykład 7: Apologia poezji Sidney'a

Wykład siódmy - o apologii poezji Philipa Sidney'a, angielskiego poety żyjącego w czasach renesansu. Więcej o autorze tutaj.